Heron Oblivion – “Heron Oblivion”
Sub Pop/2015

Vintage = nuda? Nie tym razem.

Kilkoro zapaleńców od lat bawiących się dźwiękami nagrywa swój debiut pod nową nazwą. Niektórzy szumnie nazywają takie projekty jak Heron Oblivion supergrupami. Tyle, że Comets on Fire, Howlin Rain czy Espers nie należały nigdy do zespołów popularnych. Owszem, były doceniane. Zresztą całkiem zasłużenie. Tworzyły świetną muzykę. A przecież to ona jest najważniejsza.

Wiele lat doświadczenia, bogaty dorobek artystyczny, pokaźne grono fanów każdego muzyków oczekujące na każdy świeży utwór. Wszystkie te czynniki mogą sprawić, że problemem w przypadku takich płyt stają się wysoko wywindowane oczekiwania. Tym razem nie ma co myśleć nawet o najmniejszym rozczarowaniu. Siedem utworów, mam wrażenie, że wyraźnie podzielonych – tak jak na płycie winylowej - na dwie strony, to materiał z najwyższej półki. Co ciekawe, wydaje ich Sub Pop, nadal kojarzony z gitarowym hałasem, ewentualnie z okołofolkowymi smutasami (patrz Fleet Foxes, Father John Misty). Label Jonathana Ponemana ostatnio mocno poszerza swoje dźwiękowe spektrum – ekperymentalny hip hop Clipping, szwedzcy wyznawcy kultu voodoo z Goat, projekt solowy Cullena Omori ze Smith Westerns to kilka nowych, świeżych sub popowych nazw. Chodź przecież już wcześniej w katalogu można było znaleźć chociażby Beach House, Shabazz Palaces czy Flight of the Conchords.

Nie ma co ukrywać, słychać, że instrumentaliści to starzy wyjadacze – ci sami ludzie, którzy nagrali “Wild Whiskey”, “Lucifer’s Memory” czy “The Hanging Heart”. Aczkolwiek elementem najbardziej przyciągającym uwagę nie są tutaj oni, lecz wokalistka – znana między innymi z Espers i bardzo dobrej zeszłorocznej solowej “Don’t Weigh Down the Love”  Meg Baird. Jej eteryczny, niemal anielski głos brzmi idealnie zarówno w rozimprowizowanych, psychodelicznych pigułach, jak i zakorzenionych w  folku pieśni. Czasami jedno i drugie łączą się w ramach jednej kompozycji.  To płyta-monolit, da się jednak wyróżnić najlepsze momenty, do których z pewnością należą otwieracz, “Beneath the Fields”, drugi w indeksie “Oriar” oraz ostatnie “You Hollows”.

W warstwie wpływów słychać przede wszystkim hippisujące lat sześćdziesiąte. Pomimo, że płyt nimi inspirowanych ukazuje się w ostatnich miesiącach dużo, to cały czas można ogrywać je w ciekawy sposób. I takie albumy to kolejny dowód, że dobra muzyka nigdy się nie zestarzeje.

Jakub Buszek