How to Dress Well – “Love Remains”

How to Dress Well – “Love Remains”
Lefse Records/2010

Ta płyta sprawiła, że OFFFestival 2011 stał się na jeden wieczór miejscem pełnym magii.

Utorowawszy ścieżkę dla chillwave’u Washed Out czy rok później Toro Y Moi sprawili, że pościelowe granie stało się w cenie. W dużej mierze czerpie z niego kolejny artysta, który tak jak Chazwick Bundick, debiutował w 2010 roku, jednak jest w jego muzyce sporo miejsca na bardziej taneczne rytmy. How to Dress Well bowiem korzystając ze swego bardzo wysokiego głosu i łącząc zamiłowanie do klimatów R&B stworzył płytę tyle kojącą, co wzbudzającą do machania stopą.

Zamkniętą w dwanaście utworów dawkę melancholijnej energii docenia się słuchając każdego dźwięku. Kompozycje stworzone za pomocą pogłosu, echa, czasem wzbogacone gitarą czy perkusją, ale absolutnie zawsze oparte na efektach komputerowych i niezwykłym głosie Toma Krella stają się stosunkową nowością na rynku muzycznym. Wykorzystując energię R&B i łagodząc ją wolnym tempem, a także krystalicznie czystym, przejmującym wokalem sprawił, że “Love Remains” porusza do głębi. Wprawdzie rozpoczynające album, singlowe “Ready for the World” nie zapowiada szczególnie oczyszczającej, emocjonalnej podróży, to już “Suicide Dream 2″ uderza we wrażliwość odbiorcy z całą mocą. Zawsze była to dla mnie jedna z najsmutniejszych piosenek, jakie kiedykolwiek dane mi było usłyszeć, ale nie przypuszczałam, że na żywo brzmi jeszcze smutniej. Niemal wyjękiwana, na tegorocznym OFF Festivalu wybrzmiała jak rozdzierające błaganie o ratunek. Trudno było się nie wzruszyć.

How to Dress Well ma w sobie coś takiego, że porusza głęboko ukryte w człowieku struny. Być może to przez głos, ale trudno oprzeć się szczerości takich piosenek jak “My Body” czy “Escape Before the Rain”. Tym bardziej, że jego muzyka zdaje się być czasem wręcz zimno ambientowa (obie części “Suicide Dream”), nabierając w ten sposób tęsknego wydźwięku. Mimo to Krell, kiedy trzeba, potrafi rozbudzić w słuchaczu uśmiech i chęć do powirowania w tańcu. Zachęca do tego już “Endless Rain”, ale to tylko przedsmak energii, jaką zaraz serwuje “Lover’s Start”, zresztą jedna z lepszych piosenek na płycie.

Mimo że raczej nie jest to album dla każdego, wiele osób może go docenić ze względu na dosyć szerokie spektrum inspiracji, jakimi kierował się How to Dress Well. Niech więc nikt nie zarzuca mu kolejnego wydania chillwave’u, skoro to subtelnie emocjonalna, ale wyjątkowo żywa porcja inteligentnej muzyki.

Monika Pomijan