hawk_cover.jpg Isobel Campbell & Mark Lanegan – “Hawk”
Vanguard Records/2010

Przy kuflu dobrego piwa.

Moje ulubione dokonania Marka Lanegana, paradoksalnie, nie pochodzą z czasów Screaming Trees. Choć bardzo je szanuję. Pamiętacie Mad Season? Projekt Layne’a Staley’a, Mike’a McCready, Barretta Martina i Johna Bakera Saundersa. Płyta nosiła tytuł “Above”,  a w dwóch utworach gościnnie zaśpiewał właśnie Lanegan. Były to “Long Gone Day” i “I’m Above”.  Zdecydowanie najlepsze. Twórczość Isobel Campbell łykam w całości.

Belle & Sebastian to prawdziwa magia. Teraz jest tak, że Lanegan się postarzał, a Campbell skupiła się na karierze solowej. Obie te sytuacja wyszły naszym bohaterom na dobre. Połączyli talenty, wymienili doświadczenia, by teraz swobodnie wydać trzecią wspólną płytę. Bez stresu, bez większych napięć. I taka też jest ich muzyka.

“Hawk” to album nagrany z lekkością. Przez dwie osoby, które dobrze czują się w swoim towarzystwie. Utwory brzmią, jak zagrane i nagrane przy kuflu dobrego piwa i papierosie.

I w takich też okolicznościach warto ich słuchać. Niektóre, tak jak “Come Undone” czy”No Place To Fall”, rytmicznie snują się gdzieś w przestrzeni. Jedne brzmią rockiem z południa, drugie smakują rockabilly. Stylistycznie, na szczęście, jest to poukładane. Nawet folkowe ballady dobrze współgrają z resztą. Takie jak “To Hell & Back Again” i bardziej celtyckie “Eyes Of Green”. Mamy też tytułowy ponad dwuminutowy odjazd na sekcję dętą i perkusję. A po nim piosenkę, która do złudzenia przypomina “Bang Bang” śpiewaną przez Nancy Sinatrę. Ku chwale Isobel Campbell, “Sunrise” jest równie piękna. Ta kobieta jest moją małą boginią. Jest zdolna, piękna i dobrze się ubiera. Przy odrobinie większej ilości tupetu mogłaby zostać wielką gwiazdą. Tylko po co? I za to też Ją szanuję. Jest czuła, delikatna, eteryczna, a na “Hawk” czaruje głosem i osobowością. Podobnie z resztą, jak i Lanegan. Niesamowicie subtelny i ciepły. On już nie musi się spinać. On już nic nie musi. Ale chce. Album zamyka piosenka “Lately” utrzymana w konwencji gospel. Zakończenie wyśmienite. Pełne nadziei i radości. Jednym słowem, kawał dobrego gospla.

W ogóle “Hawk” to płyta oparta w dużej mierze na emocjach. Głównie tych pozytywnych.

Michał Baniowski
baniowski.wordpress.com