James Yorkston – “The Cellardyke Recording and Wassailing Society”

James Yorkston – “The Cellardyke Recording and Wassailing Society”
Domino Records/2014

Moralizator, złośliwiec i wrażliwiec, czyli Szkot pisze piosenki.

James Yorkston to muzyk u nas dość nieznany, mimo, że miał już okazję śpiewać przed polską publicznością. Otóż w 2007 roku, kiedy to do warszawskiej Fabryki Trzciny przyjechało kilku mniej znanych podopiecznych Domino Records, był wśród nich właśnie Yorkston. I choć od początku swej muzycznej kariery nagrywa dla tej londyńskiej wytwórni, to nie dorobił się jednak statusu gwiazdy, jak inni wychowankowie Domino (choćby Arctic Monkeys, Franz Ferdinand czy Jon Hopkins).

Ten mieszkający w Szkocji muzyk, który przez Johna Peela został nazwany “najlepszym songwriterem swego pokolenia”, w tym roku nagrał swoją 8. studyjną płytę. Do współpracy zaprosił Alexisa Taylora z Hot Chip (produkcja) oraz KT Tunstall (udzielającą się na 13 z 16 piosenek), The Pictish Trail, Fimber Bravo, Jona Thorne’a i Emmę Smith.

Jednak to, że mniej znany, niczego mu nie ujmuje. Sam Yorkston, jak i jego muzyka to niezwykle skromne, delikatne i często sensualne kompozycje. To przede wszystkim folkowo-rockowe ballady, przepełnione emocjami, efektownym liryzmem i często sarkazmem, który uwielbiam. I dostajemy to w całości na “The Cellardyke Recording and Wassailing Society”. Jest tu 16 piosenek, na których usłyszymy wiele opowieści o jego rodzinnym mieście Cellardyke, przyjaźni, miłości, życiu i stracie. Tematy jak na wielu innych kompozycjach zdolnych i wrażliwych songwriterów, ale słuchając najnowszej płyty Szkota nie ma się poczucia znudzenia i marazmu. Długa lista “współpomocników” sprawiła, że album jest bogaty aranżacyjnie: smyczki, klarnety, kontrabas, gitara, stalowe bębny, fortepian. Jest się w co wsłuchać. I to po wielokroć.

W pamięć zapada wiele kawałków, bo jest to płyta przede wszystkim bardzo osobista. Otwiera ją “Fellow Man”. Tutaj władzę przejmują gitara i smyczki, ale też pełne “dobrodusznej złośliwości” rady wymierzone w byłą ukochaną. Na “Broken Wave” Yorkston śpiewa o przyjacielu, Doogie’m Paulu (wieloletnim kontrabasiście muzyka), który zmarł w 2012 roku. Tutaj dominuje właśnie kontrabas, który powoli i delikatnie wypełnia aranżacyjnie ten kawałek. Z kolei na “Guy Fawkes’ Signature” rządzą bębny. Każda piosenka to jednak kunszt “gawędziarski” tego skromnego Szkota. I choć wydawać się może, że trochę smęci czy moralizuje, to oszczędza jednak zarozumiałości.

Ilona Nieroda