Jamie xx – “In Colour”

Jamie xx – “In Colour”
Young Turks/2015

Jamie, zaskoczyłeś mnie.

To, w jaki sposób tworzył Jamie xx interesowało mnie już 4-6 lat temu, kiedy usłyszałam pierwsze jego remixy (np. ten genialny Jacka Penate lub Adele), muzyczne zabawy (remix czołówki wiadomości Newsnight [wtedy jeszcze] Jeremy’ego Paxmana), a i sama produkcja albumów The xx robiła wrażenie. Jamie Smith nagrał też fascynującą płytę z Gilem Scott-Heronem (kto kojarzy znakomite “NY Is Killing Me“?). Pamiętam też jego powalający Essential Mix dla BBC Radio 1 w 2011 roku i setyBoiler Roomie, bo przecież Jamie jest też DJ-em. Przez tych kilka lat trochę się tego nazbierało, a więc i inspiracji było wiele do nagrania tej debiutanckiej, bardzo oczekiwanej, płyty młodego producenta.

Przy pierwszych trzech piosenkach pomyślałam sobie: ok, jest fajnie, ale przecież to już dawno znamy… Jednak już utwór “Obvs” sprawił, że przestałam myśleć o tym, że znaliśmy pół płyty od jakiegoś czasu. Słyszymy tu idiofoniczne dźwięki, do których później przyłącza się gitara. Myślałam też, że nic lepszego na tej płycie niż kawałek “Girl” (gdzie wykorzystane zostały sample z piosenek m.in. Freeex – “I.O.U.” i  Whitest Boy Alive – “Burning“) się nie pojawi, a jednak… “The Rest Is Noise” to sztos, który męczę już od wielu godzin. To w jaki sposób zbudowany jest ten utwór powala na kolana. Najpierw jesteśmy w lekkim transie, później dostajemy synthową, a  następnie zagraną na pianinie melodię, a około 2/3 piosenki wchodzi bas i  robi się marzycielsko, choć odrobinę mrocznie. Innym genialnym utworem na albumie jest “Hold Tight”, gdzie słyszymy Smitha w nieco innej, trance’owej odsłonie.

Boli mnie trochę skrócona wersja “Sleep Sound” i wokalny sampel Idris Muhammad – “Could Heaven Ever Be Like This” w piosence “Loud Places“, który został kilka lat wcześniej wykorzystany w kawałku Chrome Sparks – “Marijuana” (Jamie mógł to jakoś inaczej wykorzystać). Natomiast świetnie wykorzystany został inny sampelUnbroadcast Pilot ‘One in the Jungle’ DJa Rona i MC Stringsa z 1995 roku w kawałku “Gosh“. Cieszę się też, że na płycie znalazł się utwór “SeeSaw“, który został wyprodukowany wspólnie z Four Tetem.

“In Colour” pełne jest potencjalnych hitów. To tylko 11 piosenek – niewiele ponad 40 minut muzyki, ale da się wyciągnąć z tego bardzo wiele. Jamie nie jest bowiem monotematyczny. Niemal każdy kawałek zmienia kilka razy swoje oblicze. Na początku utworu możemy myśleć, że jest monotonnie, a w połowie zaczyna się istne szaleństwo. Innym razem pod koniec kawałka uderzają w nas dźwięki gitary. Czasami bas wchodzi w  niespodziewanych momentach. Zdarza się też, że przez całą piosenkę czekamy na ten jeden moment, na boooom i już zaraz, za chwilę ma nadejść, ciśnienie rośnie iiii… nic, koniec. Jest naprawdę kolorowo i  emocjonująco.

Na “In Colour” są takie dźwięki i sample, których nie spodziewalibyśmy się po producencie. Kawałki przechodzą płynnie jeden w drugi, stwarzając wrażenie bardzo udanego seta DJskiego. Niby jest minimalistycznie i naprawdę te wszystkie efekty, których używa Jamie nie robią wielkiego wrażenia, ale jako całość wszystko prezentuje się monumentalnie. Aż chce się tańczyć! To taka płyta, którą z chęcią pokażę sąsiadom. Otworzę okno, postawię głośniki na parapecie – niech słuchają!

Ewelina Malinowska