Janusz – “Piosenki o miłości”

janusz-piosenki-o-miaoaci.jpg Janusz – “Piosenki o miłości”
SP Records/2011

“Piosenki o miłości” wbrew pozorom nie traktują o stosunkach damsko-męskich.

Janusz od samego początku płyty nie ukrywa, o co mu chodzi. Nasz świat jest pełen korupcji, bezwolnymi masami rządzą Oni, Babilon steruje wszystkim i wszystkimi. A ty bądź dobry dla innych, bądź człowiekiem w tych nieludzkich czasach. Cała nadzieja w rewolucji. Brzmi znajomo? I naiwnie? Owszem, jednak Janusz do tego punkowego zestawu dodaje Boga. I zmienia to wszystko. Z aktywisty zmienia się w kaznodzieję.

Za tekstami idzie muzyka. Reggae. Oczywiste w tym przypadku. Kilka piosenek dryfuje w stronę dancehallu. I są to najsłabsze momenty tego albumu. W szybszych rytmach Janusz wyraźnie się gubi. I wokalnie, i muzycznie. Znika luz, a piosenki stają się nieprzyjemnie poszarpane. Brzmieniowo jest ciekawie. Reggae i dancehall w wykonaniu Janusza mają ascetyczny, trochę syntetyczny wydźwięk, który nadaje im miejskiego charakteru. Warto wspomnieć, że za realizację odpowiada sam Janusz.

“Piosenki o miłości” to bardzo nierówna płyta. “Słońce” z hipnotycznymi trąbkami czy najbardziej przebojowe “Czemu brać tylko” są po prostu świetne. Z drugiej strony zdarzają się takie koszmarki, jak “Tak, Tak”. Słychać, że Janusz ma pomysł na siebie i wie, co chce przekazać swoją muzyką. To dużo, ale przed nim jeszcze dużo, bardzo dużo pracy, żeby potrząsnąć światkiem polskiego reggae.

Michał Wieczorek