Relacjeprzemek

Jazz ciekawy, jazz nudny

Relacjeprzemek

Jazz ciekawy, jazz nudny
Kraków/18.09.2012

Relacja z koncertu Stunt Skunk Bang i tria Białowolski Szwugier Skrzyński.

Występ tych dwóch krakowskich zespołów zorganizowała Krakowska Scena Muzyczna. Koncert zapowiedziany na 20:30, oczywiście, jak to zwykle bywa w krakowskich klubach, nie rozpoczął się o tej porze. Organizatorzy zapewne liczyli na to, że jeszcze ktoś powiększy skromną publiczność zgromadzoną tego wieczoru w Lizard Kingu na ulicy Świętego Tomasza. Oczekiwania te pozostały niespełnione. Trudno się dziwić, bo choć cena koncertu była dosyć niska – 10 zł za dwa mało znane polskie zespoły to chyba w sam raz – a alkohol w promocyjnej cenie, to zaprezentowana muzyka nie gwarantowała szczególnie interesujących doznań. Na plus można zawsze policzyć to, że nie było szczególnie nieprzyjemnie, co nie jest takie proste na koncertach młodych polskich wykonawców.

Jako pierwsi wystąpili panowie Piotr Skrzyński, Wojciech Szwugier i Tomasz Białowolski, odpowiednio grający na perkusji, kontrabasie i syntezatorze. Wiele napisać o tym występie niestety się nie da. Może wybitny koneser jazzu miałby inne zdanie. Jeśli się takowym nie jest, trudno dopatrzeć się w twórczości tria czegoś więcej niż przyjemnego, typowego plumkania. Dodatkowo na minus jestem zmuszona policzyć panom tony płynące spod klawiszy, które momentami tę przyjemną, jazzową muzyczkę pod kotleta zmieniały w coś przypominającego toporny podkład MIDI do karaoke. W sumie dźwięki leciały w tle, niezdolne przerwać konkurencyjnych aktywności, ale dodające im nieco uroku, do momentu kiedy człowiek przypominał sobie, że jest na koncercie, przez te niefortunne syntezatorowe momenty. W Krakowie są miłe, zorientowane na jazz knajpki – np. Harris czy U Muniaka – gdzie można tego rodzaju muzyki posłuchać za darmo i w ciekawszym wykonaniu, najczęściej z bogatszym instrumentarium. Nie odmawiam panom umiejętności, ale niestety brakuje im czegoś, czym mogliby się wyróżnić i przykuć uwagę potencjalnego słuchacza. Zwłaszcza niespecjalizującego się w jazzie.

Na tym tle bardzo ciekawie wypadł Stunt Skunk Bang. Jest to również trio, składające się z trzech panów: Wojciech Familec gra na gitarze basowej, Dawid Niziurski na perkusji, Maciej Salus na gitarze elektrycznej. Ten ostatni zajął się również wodzirejką, nieobecną podczas poprzedniego występu. Numery Stunt Skunk Bang zdecydowanie zasługują na zapowiedzi – noszą bowiem urocze tytuły. Tego wieczoru zagrali na przykład “Terminatora”, “Chatkę kotka Filemona” czy “Babę Jagę”. Największym hitem zespołu jest ponoć “A Rent Beer”. Mnie najbardziej zaciekawił “Cios Adamka”, który według krakowskich muzyków brzmi mniej więcej jak wah-wah (efekt gitarowy zwany także “kaczką”); przynajmniej na początku. Interesujacy był również drum’n'base w wykonaniu jazzowego tria – bardzo spektakularnie wyglądało granie typowych dla tego gatunku szaleńczych rytmów na perkusji. Towarzyszył temu mocny bas i nieco bardziej pasująca do pozostałych utworów grupy niż do imitowanej muzyki elektronicznej, meandrująca gitara. Ostatni numer wykonany przez Stunt Skunk Bang był zapowiedzią nowego kierunku – i tam warto rzeczywiście iść, bo choć cały występ, zwłaszcza w porównaniu z poprzednim, zaciekawiał, to jednak perspektywa słuchania tego materiału w zaciszu domowym nie była szczególnie ekscytująca. Za to jeśli trio eksplorować będzie zaprezentowane na koniec rejony około math rockowe, być może czeka je nieco lepsza przyszłość niż granie w Lizard Kingu za dziesięć złotych.

Po wejściu na koncert Krakowskiej Sceny Muzycznej można wypełnić ankietę. Dotyczy ona organizowanych wydarzeń muzycznych, a niektóre pytania są dosyć zabawne. Jak na przykład: “ile jesteś w stanie zapłacić za występ krakowskiego artysty?” (lub podobne, piszę z pamięci). Proszę państwa, jestem w stanie zapłacić miliony, jeśli muzyka będzie adekwatnie satysfakcjonująca (no i jeśli będę je kiedyś mieć, ma się rozumieć…). I wierzę, że mogą taką stworzyć ludzie z Krakowa. Jak na razie nie jest aż tak wspaniale, ale nie jest też całkiem najgorzej.

Katarzyna Borowiec