Jimi Hendrix – “People, Hell & Angels”

Jimi Hendrix - " People, Hell And Angels"Jimi Hendrix – “People, Hell & Angels”
Legacy/2013

Niewykorzystany potencjał…

Ktoś kiedyś powiedział, że “Każdy z nas ma swą własną legendę, własną drogę do przebycia, własne doświadczenia do przerobienia. (…) te wszystkie drogi prowadzą nas ku jednemu celowi. Ten właśnie cel przypisany jest każdemu z nas, do niego dążymy…” - Jimi Hendrix dążył do gitarowej perfekcji i osiągnął swój cel. Stał się jednym z najlepszych gitarzystów wszech czasów, przeszedł do historii jako muzyczny geniusz. I mimo że nie ma go wśród nas już od wielu lat, swoimi riffami wciąż wywołuje dreszcze i wzbudza w ludziach niezwykłe emocje.

Album “People, Hell & Angels” to zbiór niepublikowanych wcześniej utworów oraz nowych aranżacji znanych kompozycji. Utwory zostały nagrane w latach 1968-1970. Przede wszystkim możemy zauważyć ukłon w stronę nowych, świeżych dźwięków. Mieszanka oparta na sekcjach rytmicznych i instrumentarium, stwarza możliwości i rodzi nowe ambicje, jednocześnie spychając muzykę na inny tor, wytaczając jej inny kierunek.

Dostrzegamy potencjał drzemiący w artyście, tkwiące w nim umiejętności, m.in. jako kompozytora. Niewątpliwa jest to zasługa muzyków towarzyszących w nagraniach m.in. Buddy Miles (perkusja) czy Billy Cox (bas). Płyta jest jednocześnie pewnego rodzaju wehikułem czasu – słuchając jej możemy poczuć klimat minionej epoki, okresu, w którym żył i tworzył wielki mistrz Hendrix, jak i zapowiedzią zmian, które mogły nastąpić…

Znajdziemy na niej ujmujące riffy (“Bleeding Heart”), charakterystyczne klawisze Hammonda i energetyczny saksofon Lonniego Youngblooda ( “Let Me Move You”), a także frapujące połączenia rocka z bluesem (np. “Somewhere” czy “Easy Blues”).

I chociaż nie jest to żaden wybitnie zaskakujący i odkrywczy album, warto go posłuchać. Przekonać się (aż chciałoby się wtrącić: na własne uszy) jak wielkim gitarzystą był Hendrix. Dostrzec wachlarz nieznanych dotąd, inspirujących możliwości i bogatszych brzmień, otwierających przed artystą nowe horyzonty. I poczuć lekki żal, że przedwczesna śmierć zmarnowała tak wielki potencjał, który być może zaowocowałby jeszcze bardziej porywającymi utworami, utrzymanymi w zupełnie innej stylistyce (może np. soul czy więcej funky).

Niestety, tego się już nie dowiemy… Jimi Hendrix już niczym nas nie zaskoczy. Jedyne co pozostaje, to dopowiedzieć sobie ciąg dalszy w swojej głowie i zanurzyć się w dźwiękach “People, Hell & Angels”.

Aneta Wieczorek