Julia Marcell – “Sentiments”

Julia Marcell – “Sentiments”
Mystic Production/2014

Krok naprzód. Wszystko, co cenne zachowane.

Julia Marcell nie stoi w miejscu. Zaczynała od intymnych kompozycji z EP-ki “Storm” i płyty “It Might Like You” (recenzja), by coraz odważniej sięgać do różnych bajek stylistycznych. W 2011 roku ukazał się avant – popowy “June” (recenzja), ciepło przyjęty przez publiczność, doceniony także “Paszportem Polityki”. Jako się rzekło w pierwszym zdaniu, nowy album zatytułowany “Sentiments” jest kolejnym krokiem w twórczości polskiej artystki. Krokiem naprzód.

Odejście od stylistyki Bjork, słyszanej choćby w “Matrioszce”, nawet jeśli nie było celem samym w sobie, wyszło Julii na dobre. Artystka pokazując wszechstronność, zostawia w tyle wszelkie łatki przypięte mimo woli. Krążek wysuwa na pierwszy plan wszystko, co u Julii Marcell cenne. Z jednej strony rock’n'rollowe zacięcie, spod znaku Arctic Monkeys, a z drugiej niezwykłą subtelność, cechująca “It Might Like You” z 2009 roku. Inna sprawa, że mając tak utalentowany band, możliwości stają się większe. A Julia z pewnością ma szczęście, a może nosa do znakomitych muzyków.

Czytelnym komunikatem, że będzie inaczej jest już “Manners”, otwierający płytę. To właśnie singiel promujący pozwala pokusić się o przywołanie ekipy Alexa Turnera. Energetyczne, garażowe granie daje nadzieję, że płyta jeszcze bardziej się rozwinie. I to “więcej” otrzymujemy, za sprawą znanych już z koncertów: “Teachers” czy “Twelve”. Osobną perełką jest “Lost My Luck”, jak żywo przypominający pierwsze dokonania Brytyjczyków z Placebo. Uwagę przyciąga “North Pole”, z uwagi na prostotę. To kojące kompozycje, pozostające w klimacie tradycyjnych songwriterek z gitarą.

Na “Sentiments” nie brakuje rzeczy stałych. Jeśli sięgniemy pamięcią do pierwszych nagrań i sesji zdjęciowych, dostrzeżemy przywiązanie artystki do akustycznych aranżacji, opartych na tradycyjnych atrybutach (Julia przy fortepianie to najbardziej wymowny i prawdziwy obrazek). “Maryanna” i “Piggy Blonde” to przywiązanie podtrzymują. Elementy, bez których nowy album byłby uboższy.

Pojawia się język polski. O tym, że Julia jest artystką totalną, wiedziałem od trzech lat, mając w pamięci przekonującą interpretację nieśmiertelnej kompozycji “Będzie Plan” Republiki, wykonanej podczas koncertu pamięci Grzegorza Ciechowskiego w toruńskiej Od Nowie. Na “Sentiments” Julia jeszcze nieśmiało puszcza oko w kierunku polszczyzny, za sprawą utworu “Cincina”. Życzę, aby epizod stał się zalążkiem pełnowymiarowego polskojęzycznego albumu.

Tomasz Błaszkiewicz