Relacjeprzemek

Julia Marcell w Stodole – relacja

Relacjeprzemek

Julia Marcell w Stodole – relacja
Warszawa/21.11.2014

Całkiem nowa Julia.

Czekałem na ten koncert. Nowa płyta Julii jest tak fantastyczna, że przebierałem nogi na samą myśl o jej występie. Nie zawiodłem się ani trochę. W nowej stylistyce Julia odnajduje się fenomenalnie. Widać  było dbałość o nawet najmniejsze szczegóły, od ubioru zespołu – wszyscy na czarno – po oświetlenie sceny, które, przede wszystkim na początku, bardziej kryło muzyków w cieniu niż ich pokazywało. Przekaz był jasny – koniec z kolorami, które zdominowały “June”, “Sentiments” to dużo poważniejsza sprawa. Zmianę również było słychać. Stare piosenki Julia odarła z całego ich blichtru, zostawiając tylko esencję. Klawisze? Pojawiały się rzadko, nawet w takich piosenkach jak “Matrioszka” rządziła gitara i było to świetne rozwiązanie, utwory zyskały nowe oblicze.

Kolejnym strzałem w dziesiątkę był zespół. Niemiecka sekcja rytmiczna z jednej strony grała piekielnie precyzyjnie, z drugiej – ze sporym polotem, co najbardziej było widać, gdy Julia zostawiła ich samych na scenie, a oni wysmażyli taką bluesową improwizację, o jakiej Dan Auerbach śni po nocach.

Między piosenkami Julia wydawała się trochę zgubiona, ale pozwoliła sobie na jeden celny żart o Morrisseyu, który dwa dni wcześniej przerwał warszawski koncert. Gdy tylko uderzała w struny gitary, nabierała odwagi i zmieniała się w prawdziwą gwiazdę. Pewną siebie i swoich możliwości. Najbardziej ucieszyła mnie “Cincina”, która staje się nowym przebojem olsztynianki, “Echo” zagrane na bis i wreszcie moja ukochana piosenka, “North Pole” zagrana na samiutki koniec. Idealna na zakończenie tego fantastycznego występu. Ta godzina minęła zdecydowanie za szybko.

Michał Wieczorek
fot. Krzysztof Wyżyński