“Juno” Soundtrack

juno-sleeve.jpg

Filmowo-muzyczne szaleństwo

Film Juno, który niedawno wszedł na nasze ekrany, to świetna komedia obyczajowa o młodych i skierowana do młodych. I taka też jest ścieżka dźwiękowa – świeża, zabawna, spontaniczna. Komu podobał się film, ten z pewnością nie będzie mógł oderwać się od tych energetycznych dźwięków.

Mam słabość do soundtracków. Tych, pochodzących z ulubionych filmów, mogę słuchać na okrągło, aby raz jeszcze przypomnieć sobie opowiadaną historię. Ale dobra muzyka filmowa powinna bronić się sama i trafiać także do tych, którzy nie widzieli filmu. I tak chyba właśnie jest z “Juno”. Fajnie się tego słucha, bez względu na znajomość lub nieznajomość kontekstu.

Muzyka, która trafiła na ścieżkę dźwiękową to połączenie indie rocka, akustycznego grania, a nawet country. Znalazły się tu zarówno kawałki dobrze znane (Sonic Youth “Superstar”), jak i nowe, alternatywne brzmienia. Większość piosenek wykonuje Kimya Dawson ze swoją grupą The Moldy Peaches, w Polsce słabo znana przed pojawieniem się “Juno”. Brzmią oni trochę, jak grupka znajomych, grywająca w garażach, czy na imprezach, ale proszę uwierzyć, że brzmi to naprawdę dobrze!

Z wypowiedzi odtwórczyni tytułowej roli filmu, Ellen Page, dowiadujemy się, że Moldy Peaches to jeden z jej ulubionych zespołów, którego słuchała na okrągło w trakcie realizacji filmu i dzięki temu znalazł się on na ścieżce dźwiękowej. I dobrze że tak się stało – film cieszy oko i ucho świeżością, jakiej w kinie dawno nie było. A kto widział “Juno” ten wie, że sama muzyka jest w tej historii niezwykle ważna – łączy pokolenia, doprowadza do przyjaźni między młodą Juno, a byłym rockmanem, który razem ze swoją żoną chce zaadoptować jej dziecko.

Album kończy świetny kawałek “Anyone Else But You”, będący przeróbką piosenki Moldy Peaches, a wykonywany przez dwójkę głównych bohaterów filmu z delikatnym akompaniamentem gitar. Zarówno piosenka, jak i końcowa scena z “Juno” – rozbrajające.

Kto lubi ciepłe, zabawnie opowiedziane historie w kinie oraz alternatywne, gitarowe granie z zabawnymi tekstami (“I am a Vampire”), ten powinien obejrzeć “Juno” i zaopatrzyć się w soundtrack (najlepiej w takiej właśnie kolejności). Ale oddzielnie – film i muzyka równie smakowite.

Eliza Gaust