Karen O – “Crush Songs”

Karen O – “Crush Songs”
Cult/2014

Płyta o stłumionych uczuciach.

Po przesłuchaniu piosenki “Rapt”, promującej nowy album Karen Lee Orzolek, ogarnął mnie przedwczesny entuzjazm. Już dawno nie słyszałam tak prostego, surowego utworu, który trafia w samo sedno. Tylko gitara i zachrypnięty, gorzki wokal. Lecz z jakiegoś powodu zachwyt “Crush Songs” trwa tyle, co tytułowe zauroczenie.

Album brzmi niczym próby przed właściwymi nagraniami, które zostały zagrzebane gdzieś w studyjnym archiwum i odkopane po latach. Jest to całkiem oryginalny pomysł, ale sprawia niestety, że wiele z piosenek na płycie bardzo na tym traci. Aż chciałoby się wycisnąć coś więcej z niektórych, uroczych melodii (“Rapt”, “Comes the Night”), a inne, mniej urocze melodie, po prostu wcisnąć pod stół mikserski i o nich zapomnieć. Może to ten dziwny filtr, który daje wrażenie, jakby Karen śpiewała spod prześcieradła, ale uczucia na “Crush Songs” są zduszone i wychodzą na powierzchnię tylko w kilku delikatnych momentach.

Wszystkie piosenki na płycie zostały skomponowane przez Karen, oprócz kompozycji The Doors, “Indian Summer”. Utwór stylistycznie sklejony z resztą repertuaru, lecz niestety brutalnie zabity i zgnieciony. Skrócony o połowę i wepchnięty na bezosobowy koniec.

Widać, że Karen miała potrzebę się wyciszyć po tym, jak na koncertach Yeah Yeah Yeahs szaleje i zjada mikrofony. Udało jej się stworzyć płytę bardzo intymną, miejscami nawet elektryzującą, niczym nastoletnia miłość, która jednak wypala się tak szybko, jak się zjawiła.

Weronika Makowska