Karolina Kozak – “Homemade”

Karolina Kozak – “Homemade”
Sony Music/2012

Szara mysz wśród płyt.

Karolinę Kozak po jej debiutanckim albumie “Tak zwyczajny dzień” kojarzyłam z delikatnymi, niemal balladowymi piosenkami z gitarą akustyczną w tle. Ot, taki pop ze szczyptą jazzowej melancholii i sporą dawką osobistych tekstów. Pięć lat później dostajemy “Homemade” i jest trochę inaczej. Tylko trochę.

Stopień wrażliwości i subtelności słowno-muzycznej pozostaje nadal wysoki. Gitara została odstawiona na dalszy plan – od miękkich strunowych dźwięków więcej jest tu zimnej elektroniki. Im dalej na albumie, tym coraz bardziej oszczędnie brzmią utwory. Otwierający singiel “Mimochodem” wyróżnia bodaj największe bogactwo dźwięków i rozwiązań. Po przeciwnej stronie tej skali można ulokować skromne “Heart Pounding”, zaśpiewane w duecie z Dawidem Podsiadło, czy “Pstryk pstryk”.  Karolinę z debiutanckiej płyty przypomina ciepłe, miękko brzmiące “Bez pytania”. Cały materiał to zbiór raczej delikatnych, “babskich” dźwięków. Emanuje (albo denerwuje) stoickim spokojem i prędzej czy później każe tęsknić za odrobiną wrzasku lub energetyczną zagrywką.

Mimo, że da się zauważyć na tej płycie kilka odcieni, to wciąż są to odcienie jednej barwy. “Nudzę się” to nie tylko jedna z lepszych piosenek na albumie (wspaniale słowem i dźwiękiem oddaje klimat tego stanu), ale też dość prawdopodobne stwierdzenie, które może paść z ust słuchacza “Homemade”. Dlaczego? Umiar i powściągliwośc zdominowały ten krążek. Zachowawcze wokalizy, subtelna aura na całej długości płyty i ascetyczne aranżacje sprawiły, że powstało dziewięć ładnych piosenek. Ładnych, bo chwilami trudno powiedzieć o nich coś więcej.

Katarzyna Wojtasik