Relacjeprzemek

Kazik na Żywo w Dekompresji

Relacjeprzemek

Kazik na Żywo w Dekompresji
11.03.2012/ Łódź

Łódź ponad wszystko!

KNŻ, KNŻ, KNŻ. Skandowanie łódzkich fanów nie pozwoliło muzykom spokojnie przygotować się do koncertu. Bo dla łódzkich fanów nie był to zwykły koncert Kazika na Żywo. Czekali na niego niemal dwa lata. Pechowa passa rozpoczęła się 10 kwietnia 2010 roku, następnego dnia zespół miał grać w Łodzi, ale z powodu żałoby narodowej wydarzenie zostało odwołane. W następnym roku Łódź została pominięta w planach trasy koncertowej. Gdy pewny był termin 1 marca 2012 roku wydawało się, że już nic nie może zakłócić miłośnikom kaenżetowego grania radości z nadchodzącej muzycznej uczty. Jednak mogło – choroba Tomka Goehsa. Na szczęście nowy termin okazał się stosunkowo nieodległym, fani mieli więcej czasu na wypastowanie glanów i wyprasowanie wyjściowych, koncertowych koszulek. Ewentualnie ćwiczenie odbijania się od ścian, które przydaje się podczas pogo.

Gdy upragniony 11 marca nadszedł i wybiła godzina 20:00, na scenie pojawili się supportujący KNŻ panowie z Heartsgarage. Ich punkowe, garażowe walenie w gary i rytmiczne szarpanie strun najwyraźniej nie przypadło szczególnie do gustu zgromadzonej w Dekompresji publiczności, bo chociaż otrzymali sowite brawa za swój półgodzinny występ, to w jego trakcie na widowni wyczuć można było raczej oczekiwanie i zniecierpliwienie. Podmiana sprzętu nie trwała długo i gdy na scenę zaczęli wchodzić muzycy Kazika na Żywo, wśród publiczności zapanowała błoga euforia. Gdy rozbrzmiały pierwsze takty “Artystów” – klub zatrząsł się w posadach. Później było tylko lepiej. I chociaż ku mojemu zdziwieniu publiczność nie dopominała się szczególnie o bis, to podczas 23 utworów składających się na “podstawową”  setlistę atmosfera była gorąca i z pewnością satysfakcjonująca miłośników mocnych wrażeń koncertowych. Tym spragnionym spokojniejszego odbioru pozostały wyższe partie klubowego parkietu.

Również wybrany repertuar powinien ukontentować zarówno starszych, jak i młodszych fanów muzyki Staszewskiego. Składały się na niego kawałki z najnowszego krążka “Bar La Curva/ Plamy na słońcu” (tytułowy “Bar la Curva” oraz “Plamy na słońcu”, a także “Ballada o Janku Wiśniewskim”, “Mój synku”, “Hanna Gronkowiec walczy”, “Marzenia swoje miej”, “Polska jest ważna” czy “Nie ma boga”), ale także wiele utworów będących starszymi dokonaniami grupy. Poza wspomnianymi już “Artystami” były takie szlagiery jak “Łysy jedzie do Moskwy”, “Celina”, “Tata dilera”, “Tańce wojenne”, “Legenda ludowa” albo “Las Maquinas de la Muerte” lub  ”W południe”. O tym, że koncert to zawsze potężniejsza dawka energii niż najlepiej wyprodukowana płyta nie muszę chyba nikogo przekonywać, nie muszę też dodawać, że i tym razem nie nastąpiło odstępstwo od reguły. Chociaż po przesłuchaniu najnowszego wydawnictwa KNŻ-tu moje nastawienie do niego było eufemistycznie mówiąc sceptyczne, to podczas koncertu kawałki z niego nabrały mocy i chociaż Kazik strzelał tekstami jak z karabinu maszynowego (nie bez małej pomocy kartki ze ściągą) i momentami docierały do mnie tylko pojedyncze słowa, to muszę przyznać, że mój sceptycyzm został nieco pokonany. Ale może to zasługa kolażu starszych i nowszych utworów – radość z wysłuchania i odśpiewania starszych szybko zacierała ślady po konsternacji nowszymi.

Na zakończenie – “Sowieci” i “Moja dzieweczka” w wykonaniu a cappella Kazika i publiczności. I deklaracja wokalisty: “Łódź ponad wszystko!”. Deklaracja, którą można będzie Kazikowi wytknąć, jeśli w przyszłości Łódź znowu zostanie ominięta przez trasę koncertową KNŻ-tu.

Sandra Kmieciak