Kciuk & The Fingers – “Inekz Eikzjetnadt”

Kciuk & The Fingers – “Inekz Eikzjetnadt”
wyd. własne/2012
album do odsłuchu

Skrajne eksperymenty, których można słuchać godzinami.

Moje pierwsze “spotkanie” z Kciuk & The Fingers nie należało do takich, które trzeba zapamiętać. Był to jakiś dziwny zespół, robiący wiele hałasu (i na pewno nie był to hałas w mediach). Dopiero po jakimś czasie przypadkiem do nich wróciłam, chociaż tak naprawdę nigdy mnie przy nich nie było. Przesłuchałam ich debiutancką EP-kę z 2009 roku (którą nagrali dzięki wygranej w konkursie “Uchodrom”) i doznałam olśnienia. To nie jest dziwny zespół, a ich muzyka nie jest beznadziejną plątaniną dźwięków. Jest wręcz przeciwnie, co potwierdza “Inekz Eikzjetnadt”.

Trwająca blisko 40 minut płyta Kciuk & The Fingers naszpikowana jest solidnymi pomysłami. Trudno przypiąć im jakąkolwiek łatkę, bo w niczym tak naprawdę “nie siedzą”. Czerpią natomiast z wszelakiej elektroniki i ciężkich brzmień. Ich zaskakujące wizje i ciekawe połączenia stwarzają coś na kształt żywiołowej psychodelii pozbawionej ambientowej pustki. Słychać tu inspiracje jazzem, hip hopem i rockiem. Jest tu właściwie wszystko, ale w odpowiednich ilościach.

Bardzo mocne wejście w postaci “Introuz” albo odstrasza, albo intryguje, a pisząc słowo “mocne” odnoszę wrażenie, że jest ono niewystarczające. Głos wokalisty pokrzykujący Inekz eikzjetnadt miota się tu wśród trąbki, gitary, elektroniki i perkusji. W “Monomental” mamy do czynienia z beatem z trąbkowym szaleństwem, która potem zamienia się na miejsca z mocnym gitarowym graniem. “Orbitio” zaczyna się bardzo spokojnie, żeby potem wnieść nieco dubowy klimat, który ciągle pozostaje jednak naznaczony hardcorem. Trąbkowe i klarnetowe wariacje mieszające się z szybkim beatem nagromadzone są w “Gigaherc Inspector”. Brak tu ładu i składu, a jednak jestem pełna podziwu gry na klarnecie Davida Chmielewskiego i na trąbce Krzysztofa Hirsza. “Pi Ti Pa” to jeden z najlepszych utworów na płycie. Delikatna elektronika połączona z niesamowitymi dźwiękami saksofonu oraz “przeszkadzajki” powodują uczucie niepokoju. W “Pharaonz” i “From Another World!” znowu mamy do czynienia z dubem, a w “Morator Fingeria” słyszymy skrecze DJ’a Wojaka, gdzie ładne tło tworzą ambientowe dźwięki. Trochę gorszym utworem jest “Basement of Life”, który jawi się tu trochę jako mało rozwijający się “spontan”. Jednym z mocniejszych punktów albumu jest natomiast “Tekktonika” – awangarda pełną gębą. “Darvi-Noizm” zdecydowanie pominę i uznam, że po prostu go tu nie ma… Bonusem na płycie jest utwór “Broubaka”, który różni się od poprzednich odejściem w jungle i dodatkiem w postaci pianina oraz… gości.

Najlepsze na “Inekz Eikzjetnadt” jest to, że wszystkie chaotyczno-elektroniczne brzmienia wspomagane są przez klarnet, trąbkę i saksofon. Czasami mamy do czynienia z ładnymi melodiami, innym razem dźwięki są pourywane. Większość utworów brzmi jak improwizacja, a przecież wszystko jest pod kontrolą. Można powiedzieć, że płyta funkcjonuje jako mixtape, gdyż wszystko świetnie ze sobą współgra; tu nie ma przypadku.

Brzmienie Kciuk & The Fingers jest bardzo wyraziste. Cechująca ich dynamika i różnorodność sprawiają, że chce się więcej. Projekt działa już 9 lat, a nadal mało kto o nich wie. A największym ich przestępstwem jest to, że nie promują w żaden sposób tego wydawnictwa. Apel do zespołu: wychodzić na scenę i grać!

Ewelina Malinowska