Kielich – “Dziecko szczęścia”

Kielich – “Dziecko szczęścia”
Universal Music/2012

Genialny singiel z beznadziejną płytą.

Na Tumblr krąży tekst “Co jest dla ciebie najstraszniejsze na świecie?”. Potencjalne odpowiedzi to oczywiście śmierć rodziców, wybuch bomby atomowej, koniec świata, ale i… rozpad ulubionego zespołu. Ja bym dorzuciła: genialny singiel z beznadziejną płytą.

Basista Lady Pank,  Krzysztof Kieliszkiewicz, podczas gdy wokalista legendy polskiego rocka zajął się występami w talent show, postanowił nagrać płytę. “Dziecko szczęścia” to wynik jego muzycznych fascynacji i kolaboracji z artystami, którzy użyczyli swojego wokalu i umiejętności pisania tekstów. Na płycie przewijają się nazwiska Anity Lipnickiej, Ani Dąbrowskiej, Johna Portera, Muńka Staszczyka czy Kasi Stankiewicz. W związku z tym, pytam się: dlaczego to brzmi tak jak brzmi?!

Pierwszy singiel z płyty, “Going Going Gone” to przepiękna ballada z wokalem Łukasza Lacha z L.Stadt. Piosenka ma wszystko, czego do szczęścia potrzeba: piękną melodię, romantyczny wokal i dobry teledysk. Bardzo dobry teledysk. Jeśli żylibyśmy w czasach kaset magnetofonowych, pewnie kupowałabym już trzecią, bo poprzednie zniszczyłyby się od zbyt częstego odtwarzania tego kawałka. I na nim ta płyta mogłaby się skończyć. No, jeszcze Ania Dąbrowska i jej “Niebieski parasol” jest całkiem ciekawy, ale reszta jest nie do przejścia. I naprawdę przykro mi, że to piszę.

Jeśli jednak mam dopisać kolejny akapit tej recenzji, muszę poszukać winnych. A wina na pewno nie leży po stronie Kielicha. Muzyce na tej płycie nie można odmówić ciekawych pomysłów, dobrej aranżacji czy ogólnego polotu . W przeciwieństwie do wokali. Taki na przykład “Rodzaj męski” nagrany w kolaboracji z Marcinem Rozynkiem. Zaczyna się ciekawie: lata 80. i syntezatory na wzór Kraftwerka. Ale nie zapominajmy, że Rozynek jest raczej telewizyjną gwiazdą od słodkich piosenek i zrobił z tego przesłodzoną popową balladę z typowym dla niego vibrato na końcu każdej linijki. Bliżej tej kompozycji teraz do disco polo niż do ambitnego polskiego popu. “Gdy nie widzisz” czy “Choć rozum śpi”? Może od razu przejdźmy dalej. W “Równa się” zwrotki brzmią przyjemnie, choć nieporadnie, ale niestety sam refren psuje wszystko.

Warto jeszcze zatrzymać się przy piosence napisanej wspólnie z Johnem Porterem i przez niego zaśpiewanej. “Shanghai Girls” to piosenka całkowicie w stylu Walijczyka. Piękna, spokojna ballada z “umierającym” wokalem. Trzeba tylko mieć sporo zaparcia, żeby do niej dotrzeć.

Podsumowując: płyta niczym pole minowe. I trzeba być prawdziwym dzieckiem szczęścia, żeby trafić na dobry kawałek, nie zniechęcając się po drodze. Ok, to na osłodę wróćmy do singlowego punktu wyjścia.

Maria Grudowska