Kings of Leon – “Mechanical Bull”

Kings of Leon – “Mechanical Bull”
RCA Records/2013

Cukierek albo psikus?

Jesień 2008 roku upłynęła pod znakiem ognia i seksu. Na fali popularności bowiem, zupełnie nagle i niespodziewanie znalazł się utwór “Sex On Fire” grupy Kings of Leon. Wydany wówczas album – “Only By the Night” został entuzjastycznie przyjęty przez słuchaczy i odniósł spory sukces komercyjny. Największym powodzeniem cieszył się w Australii, gdzie osiągnął status dziewięciokrotnej platyny! Drzwi do wielkiej kariery stanęły otworem przed Panami Followill (Caleb, Nathan, Jared i Matthew), muzycy dołączyli do grona najlepszych kapel rockowych, a różne nominacje i statuetki Grammy posypały się jak z nieba.

Wydany dwa lata później, także jesienią, krążek “Come Around Sundown” (recenzja) utrzymał zespół na szczycie. Trzy lata po jego premierze przyszła pora na kolejną płytę – “Mechanical Bull” i w tym momencie nasuwa się pytanie: cukierek albo psikus? Będzie słodki smak sukcesu czy gorycz porażki? Odpowiedź brzmi: psikus! Bo ani jedno, ani drugie. Nowe dzieło jest po prostu przeciętne. Mówiąc potocznie: ani ziębi, ani grzeje. Nie ma katastrofy i nie wybuchną fajerwerki zachwytu.

Jest wtórnie, ale nie ma się co dziwić, sam Jared Followill zapowiadał, że album będzie nawiązywał do dokonań z przeszłości i rzeczywiście tak jest (np. “Tonight” nasuwa skojarzenia z “Cold Desert”, a “Wait For Me” brzmieniowo przypomina “Closer”). Generalnie słychać echo krążków (np. w “Don’t Matter ” albo “Temple”) “Because of The Times” i “Youth & Young Manhood”. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że panowie robią to nagminnie. Inspirują się… swoją dyskografią, przez co od dłuższego czasu stoją w miejscu. W ich muzyce nie ma oryginalności, bo dyskretne wstawki country, bluesa czy folku nie uczynią z przeciętnej płyty arcydzieła.

Album sam w sobie nie jest zły – łagodne ballady, rockowe, energetyczne numery, pewnego rodzaju luz i lekkość grania, utwory z potencjałem na radiowe hity, to wszystko jest na plus, ale biorąc pod uwagę całokształt, widać, że zespołowi brakuje pomysłów. Spoczęli na przysłowiowych laurach. A przydałby się jakiś przebłysk kreatywności.

Aneta Wieczorek