K’Naan – “Troubadour”

knaantroubadour.jpg K’Naan – “Troubadour”
A&M/2009

Wiele razy słyszeliśmy już podobne teksty. Wiele razy raperzy przekonywali nas, że walczą o swoje ulice. Wiele razy próbowali nam powiedzieć, że nie wiemy nic o życiu na nich. Tym razem jest podobnie, ale jednocześnie zupełnie inaczej.

“Mój kraj. W tej chwili najcięższe miejsce do życia na świecie.” Ten wers wyjaśnia wszystko. K’Naan to nie kolejny potomek emigrantów z niejasną przeszłością, który swoim rapem próbuje nas przekonać, jak to hardkorowo wychować się w getcie. Z tym że teraz nie można mieć najmniejszych wątpliwości co do prawdziwości jego wynurzeń. Tam getto jest wszędzie.

Trochę wikipediologii… Somalia, bo chodzi właśnie o ten afrykański  kraj, to w tej chwili według organizacji międzynarodowej absolutnie najgorsze miejsce do życia na ziemi. Właściwy brak administracji publicznej, nieustanna wojna domowa, walki w co większych miastach, głód w wielu regionach kraju. Nie brzmi najlepiej? A w takich warunkach wychował się Kanaan Warsame, nasz dzisiejszy bohater.

Jak zatem stało się, że żyje, ma się całkiem nieźle i jeszcze do tego rapuje? Zawdzięczamy to jego ojcu, który dostał się do Ameryki i jako taksówkarz zarabiał na utrzymanie chłopca w Somalii, do tego czasem przesyłając jakąś płytę. Kiedy w rodzimych stronach już nie dało się wytrzymać, K’Naan z matką szczęśliwie dostali amerykańskie wizy. Cholernie szczęśliwie, bo personel ambasady już się zwijał. Okazało się, że był to ostatni dzień działania tej instytucji.

I właściwie  tyle by było tej recenzji – wszystko to mamy na płycie. Żal z powodu utraty domu. Realistyczne opisy wyglądu somalijskich ulic i ich codziennego życia. Teksty poruszają i – co ważniejsze – często wzruszają do żywego. “Nie oczekuję od ciebie, byś czuł mój ból.” “Tutaj nie uczą nas żadnego ABC, wszystko, co możemy zrobić, to walczyć o ulice.” I tak dalej.

Ale z drugiej strony – wszystko potraktowane ze swego rodzaju dystansem. Rytmy są skoczne, przesiąknięte z jednej strony afrykańskim klimatem, z drugiej jednak często nawiązujące do tych jamajskich, podkłady niezwykle żywe, z czasem również dynamiczny rock czy ostra elektronika. Do tego lirycznie zdarza się K’Naanowi tchnąć w nas optymizm. Wspomnieć 4 minuty 56 sekund rapowania o Western Union. Do tego gdzieś pod tym wszystkim jest trochę nadziei – “Jestem marzycielem. Zresztą nie ja jeden.” Bo mimo wszystko nawet w najbiedniejszym kraju, w najbardziej podłych warunkach, żyją normalni ludzie – mający często te same nadzieje i oczekiwania od życia, co my, tutaj, w obrzydliwie bogatej Europie. Dobra zabawa, spokój, własny kąt – chociażby to.

Somalijski Fisz? Myślę, że porównanie całkiem trafne. Owszem, problemy zupełnie inne, ale potraktowane w podobny sposób. Afryka się przed nami otwiera – mam nadzieję, że muzyka będzie kluczem do poznania tych ludzi i zwrócenia uwagi na ich problemy. Na mnie działa lepiej niż najbardziej płomienne przemówienia polityków.

Marcel Wandas