Kristen – “An Accident!” EP

Kristen – “An Accident!”
Lado ABC/2011

Nie ma mowy o żadnym przypadku.

Zdaje się, że Kristen znów udało się wejść w tryb regularnego tworzenia nowego materiału. W zeszłym roku wydali świetne “Western Lands”, płytę trwającą niespełna pół godziny, ale za to pełną pomysłów i ciekawych rozwiązań – swoistą esencję tego, co zespół chciał przekazać słuchaczom. Teraz trio wraca z nowym materiałem, zatytułowanym “An Accident!”.

“An Accident!” to minipłyta składająca się z czterech utworów. Nie jest to EP-ka, ponieważ EP-ki są zazwyczaj zapowiedzią drogi, jaką wykonawca zamierza podążyć w przyszłości, czasem też stylistycznym odskokiem, który nie miałby racji miejsca na pełnoprawnym albumie. W tym wypadku nowej płyty Kristen jest odwrotnie – to spójne i bardzo zwarte dwadzieścia-kilka minut, prezentujące zespół w konkretnym wycinku czasu, świetnie chwytające energię towarzyszącą grupie na koncertach po wydaniu “Western Lands”.

Jeśli można mówić o jakiejś cesze łączącej wszystkie numery na płycie, z pewnością jest to puls – jedynie utwór tytułowy o bardziej poszarpanej strukturze, odchodzi od tej charakterystyki. Grający na perkusji Mateusz Rychlicki nadał motorykę i płynność, sprawiające, że zanim się obejrzymy, czujemy się zmuszeni do ponownego puszczenia “An Accident!” od początku. Najwyraźniej objawia się to w ostatnim kawałku, “Hold Me”, stanowiącym świetną kulminację całości. W tym utworze napięcie wisi w powietrzu i aż się prosi o jakieś mocne rozwiązanie, które oczywiście koniec końców nie następuje. Słuchacz cały czas siedzi jak na szpilkach.

“An Accident!” różni się od “Western Lands” także pod względem brzmienia – surowego, bez zbędnych wygładzeń i ozdobników. Najważniejsza jest chemia między muzykami. Czuć ją zwłaszcza w końcówkach kompozycji, które sprawiają wrażenia rozimprowizowanych. Braku studyjnego oszlifowania nie oznacza bynajmniej pustki ani niedopracowania. Każdy z członków uzupełnia pozostałych – Michał Biela nadaje melodyjności za pomocą śpiewu i gitary barytonowej, Łukasz Rychlicki eksperymentuje z brzmieniem gitary elektrycznej, a jego brat, Mateusz, pilnuje, aby rytmicznie wszystko gnało do przodu.

Owe cztery numery to prawdopodobnie najlepsza rzecz, jaką Kristen nagrało od czasu rewelacyjnego “Please Send Me a Card”. Udało im się połączyć możliwości spokojnej pracy w studiu z uchwyceniem tego, w czym zespół jest najlepszy – energii i żywiołowości, towarzyszącym ich koncertom.

Krzysztof Kowalczyk