Król – “Nielot”

Król – “Nielot”
Thin Man Records/2014

Nie trzeba było długo czekać na kolejną płytę Błażeja Króla. Ledwie kilka tygodni po zamrożeniu UL/KR pojawiły się zapowiedzi nowego projektu, a teraz ukazał się album sygnowany nazwiskiem Błażeja.

Zmiana szyldu nie pociągnęła za sobą zmiany muzyki. Lubuski muzyk już bez wsparcia Muarycego Kiebzaka-Górskiego za to z pomocą żony, porusza się po tych samych rejonach. Pełnych syntezatorowych plam, rozmytych gitar, retrofuturystycznego brzmienia. Jest to muzyka jednocześnie duszna i przestrzenna. Król świetnie operuje melancholią i smutkiem, doskonale łączy jawę ze snem w surrealistyczne pejzaże. Pomysły, choć znane już od dwóch lat, nadal chwytają. “A więc teraz” i “Powoli” można się tylko zachwycać.

Dlaczego więc w całości “Nielot” nie zachwyca? Wszystko rozbija się o teksty. O ile wcześniej udawało się Królowi balansować na cienkiej granicy między geniuszem a grafomanią, tym razem kilkakrotnie ją przekracza. Z dobrym skutkiem czołgał się po tym cienkim lodzie. frazy były zapamiętywalne, prawie hymniczne. Na “Amencie” pojawił się pierwsze symptomy, raz, czy dwa coś w tekstach zazgrzytało. Tutaj zdarzają się fantastyczne wersy, ale więcej jest nieudanych. Takich, które idealnie ilustrują tezę, że Król jest “Piotrem Roguckim niezalu”. Chyba najlepszym przykładem, jak słabym tekstem zarżnąć świetną piosenką są “Ćmy”. Naprawdę w takich momentach (“kotki w rui”?!), wolałbym nie rozumieć polskiego.

Czy lirycznie “Nielot” jest jedynie jednorazową wpadką, czy może to początek równi pochyłej, znając tempo Błażeja, przekonamy się pewnie za rok.

Michał Wieczorek