Kumka Olik – “Podobno Nie Ma Już Francji”

kumka.jpg Kumka Olik – “Podobno Nie Ma Już Francji”
Universal/2010

Bracia Holakowie kontratakują.

Jeśli chodzi o daleko posunięte hejterstwo, to my, Polacy, jesteśmy w nim naprawdę nieźli. Rzekłbym nawet, że gdyby nasza narodowa reprezentacja w piłkę kopaną miała w sobie tyle pasji, ile mają rodzimi internetowi nienawistnicy, z pewnością cieszylibyśmy się właśnie z wygranego mundialu. Zogniskowanie tego zjawiska nastąpiło, kiedy Kumka Olik wydała swoją debiutancką “Jedynkę” – od czasu napisania w miarę neutralnej recenzji owego albumu obawiam się bomby w mojej skrzynce na listy. I wiecie co? Znów to zrobili! Dranie wydali kolejną płytę, żeby móc nas dręczyć.

Holakowie wraz z kolegami nadal głównie przyswajają elementy stylu poszczególnych artystów, aniżeli próbują wymyślić coś swojego. Tym razem jednak ich inspiracje są bardziej twórcze.  O ile “Niedojrzałość” to średnio udana zabawa w klimaty z okolic MGMT, o tyle singlowe “Podobno Nie Ma Już Francji” jest już zgrabnie zatopione w oldschoolowym popie. Fajnie, że Kumka Olik, podobnie jak Muchy, nie są tylko zapatrzeni w zachodnie wzorce i czerpią z tradycji polskiego grania. Malujące obraz stolicy “Na Placu Wilsona” jest coverem Malarzy i Żołnierzy i kontynuuje rodzinną tradycję. Miszmasz stylów jest największą zaletą albumu. Mimo, że obok inspirowanego Vampire Weekend, ironicznego “Indii” rozbrzmiewa smithsowe “Zabierz Mnie, Zabierz Mnie Stąd”, wszystko się jakoś razem składnie trzyma. Dla formalności dodam, że wszystko zostało elegancko wyprodukowane.

Kto będzie chciał widzieć w nich protegowanych bogatego ojca, majorsów oraz komercyjnych mediów, pewnie nadal będzie bezmyślnie trwał w tym poglądzie. Ci, którzy dadzą sobie spokój z łatkami, zobaczą w “Podobno Nie Ma Już Francji” klawą płytę, z wpadającymi w ucho, nieźle wymyślonymi piosenkami, w których nie brakuje autoironii. Jak na razie Kumka Olik nie marnuje swojego potencjału.

Krzysztof Kowalczyk