Lapalux – “Lustmore”

Lapalux – “Lustmore”
Brainfeeder/2015

Świetne kawałki, mniej świetna całość.

Stuart Howard zaczął tworzyć muzykę w 2008 roku. Od tego czasu jego brzmienie bardzo się wygładziło i nabrało ogłady. Podczas gdy o jego pierwszej EP-ce “Forest” można mówić: brudna, ciężka, zniekształcona, to już 5 lat później, longplayowi “Nostalchic” można przypisać totalnie odmienne określenia. Jak jest z “Lustmore”? Niewiele różni się od swojej poprzedniczki. Przecież nie można ewoluować w nieskończoność. Tegoroczny krążek muzyka z Essex jest niejako drugą częścią pięknej muzycznej podróży, zapoczątkowanej 2 lata wcześniej.

“Lustmore” to album zmysłowy, nieco soulowy, ale ciągle najważniejsza jest tu elektronika, tworząca niesamowity klimat. Mamy tu do czynienia z czymś pomiędzy przymglonym post-dubstepem a rozciągającym się w czasie chilloutem i ezoterycznym popem. W żadnym wypadku nie jest to jednak pop znany nam z radia. Wszelkiego rodzaju “przeszkadzajki” nadają mu ciekawego wydźwięku, podobnie jak przepyszne wokale (SzjerdeneAndreyi Triany oraz sample w “We Lost“). Trzeba jednak pamiętać, że album ten jest przede wszystkim instrumentalny i tworzą go właśnie poszczególne sample, instrumenty, bębny i szelesty wpisane w kuszące melodie.

Drugi album Brytyjczyka ma to jednak do siebie, że jest nierówny. To istna sinusoida w przeciwieństwie do “Nostalchic”. Śmiało można stwierdzić, że część utworów kompletnie tu nie pasuje, np. industrialne “Make Money“, a część jest nijaka (irytujące “Funny Games“). Po interesującym “Midnight Peelers” mamy niezrozumiałe “Push N’ Spun“, po erotycznym “Puzzle” dostajemy nudne “Bud“, a po najlepszym kawałku z krążka “Don’t Mean a Thing” słuchamy zaledwie przeciętnego, choć bardzo “kosmicznego” “1004“.

Wiele wskazywałoby na to, że “Lustmore” jest gorszy od swojego poprzednika, jednak jak to zmierzyć? Bo biorąc pod uwagę genialne kawałki, to drugi krążek zdecydowanie wygrywa. Jednak jeśli zastanowimy się nad spójnością materiału i pewną konsekwencją, to bardziej słyszalne było to na pierwszym albumie. Charakter jednak pozostaje bez zmian. To muzyka dla osób, które uwielbiają łagodną elektronikę naznaczoną emocjami, ciepłem i spokojem.

Ewelina Malinowska