Lari Lu – “11″

Lari Lu – “11″
Innersong/2014

Dojrzały debiut.

W ciszy i bez szumu medialnego powstał krążek zatytułowany “11″, za którym, zamiast popularnej wokalistki Anny Józefiny Lubienieckiej, stoi Lari Lu. To nie tylko powrót na scenę, to powtórny debiut. Ile zostało z dziewczyny, która swego czasu na nowo odkryła utwór “Eli Lama Sabachtani”?

Lari Lu nie dysponuje wokalem, który będzie porywał stadiony, nie mówiąc już o popularnych listach przebojów. I może to dobrze. Artystka stała się częścią dojrzałego projektu, który przekonuje jako całość. Pokolenie odbiorców słuchających płyt “od deski do deski” z pewnością to doceni.

Charakter nowego projektu zdradza już otwierający płytę elektro-popowy “Smok”. W klimacie pierwszej kompozycji pozostaje też “Biała noc”. O przebojowość zadbał dobrze znany singiel “Nad ziemią”. Wbrew pozorom “11″ nie jest albumem ślepo zapatrzonym w zachodnie trendy, skupione wokół elektroniki. Pewna niepowtarzalność to zasługa żywych instrumentów oraz odważnego postawienia na język polski. Lari stworzyła intymne, kobiece teksty. Prawdziwą perełką jest utwór “Ha Ha”.

Rozpoczynając współpracę z kuźnią talentów (Kari Amirian, Fismoll, BOKKA to już, niezgrabnie mówiąc, nasz towar eksportowy), Lari trafiła w dziesiątkę. Oprócz wolności, dostała do pomocy wartościowych muzyków. Pozycję jednego z najlepszych perkusistów w kraju umocnił Maciek Gołyźniak. Nie tak efektowny jak na “Vulcano” Sorry Boys czy “Grandzie” Brodki, ale pewny, dający solidną podstawę pod subtelny wokal Lari Lu. Swoistym oknem wystawowym jest “Rana” z pięknym, soczystym brzmieniem .

Płyta “11″ to udany debiut. Jednak nie pompujmy balonika, nie oczekujmy od polskich muzyków, że będą wierną kopią Lykke Li czy Bat for Lashes. Niech będą dla tych artystów choć minimalną inspiracją, nawet jeśli obecnie brzmi to górnolotnie. Po zapoznaniu się z albumem Lari Lu śmiało można powiedzieć, że owszem, to płyta inspirowana Zachodem, ale z wyraźnie odciśniętą pieczątką “Made in Poland”.

Tomasz Błaszkiewicz