Laura Mvula – “Sing to the Moon”

Laura Mvula – “Sing to the Moon”
RCA Victor/2013

Przeciętny debiut.

Laura Mvula, podobnie jak wielu innych artystów przed i po niej, była określana jako nowa nadzieja brytyjskiej muzyki. Jej debiutancki album “Sing to the Moon” pozwala zweryfikować całą tę otoczkę, a po przesłuchaniu krążka nasuwa się jeden główny wniosek – Brytyjka pochodząca z Birmingham jest bez wątpienia bardzo utalentowaną wokalistką.

Już od pierwszych sekund słychać próbkę głosu Laury, która “Like the Morning Dew” nietypowo rozpoczyna refrenem. Dalej mamy “Make Me Lovely” z ożywiającymi dęciakami oraz świetne singlowe “Green Garden”. Na wyróżnienie zasługuje również niezwykle nastrojowe “Can’t Live With the World”. Niestety im dalej zagłębia się w muzykę brytyjskiej wokalistki tym bardziej odczuwalna jest tendencja spadkowa – “Is There Anybody Out There?”, “Father, Father”, “She” czy “Flying Without You” przesłuchuje się bez większego zainteresowania. Dużym plusem na zakończenie jest z pewnością urzekające “Diamonds” z wokalem powracającym niczym bumerang.

Większość kompozycji na płycie niestety jest jak dla mnie nazbyt kojąca. Płyną one raczej ku spokojnemu chilloutowym utworom niż ku tym bardziej dynamicznym, w których Laura Mvula wypada moim zdaniem zdecydowanie lepiej. Brakuje na tej płycie lepszych melodii i swego rodzaju iskry, takiej jak na przykład w “Green Garden” czy “That’s Alright”.

Pomimo sporej dawki niezwykle przyjemnego soulu lekko zabarwionego jazzem oraz kilku bardziej energetyzujących utworów debiutancki album brytyjskiej wokalistki nie zapada głęboko w pamięć. Artystyczna wizja tego krążka, jak i sama osoba Laury nie przekonuje mnie, tak więc w ostatecznym rozrachunku oceniam “Sing to the Moon” jako album przeciętny.

Marek Cieślak