Le Chef – “Jazzstronomie”

lechef.jpg Le Chef – “Jazzstronomie”

Tapas Records / 2010

Panie i Panowie, zapraszam w niezwykłą podróż do krainy ciepłych, letnich, miękkich dźwięków. Wystarczy uprzednio przygotować zimne i kolorowe drinki z parasolkami, założyć okulary przeciwsłoneczne, wygodnie rozsiąść się w fotelu, zamknąć oczy i nacisnąć play na pilocie odtwarzacza. Naszym przewodnikiem będzie Le Chef i “Jazzstronomie”.

“Good evening and welcome to the soul-jazz lounge. How are you tonight?”. Po takim wstępie do płyty duńskiej grupy Le Chef “Jazzstronomie” słuchaczowi już robi się senniej i cieplej na duszy. Uspokojony i wyciszony czeka na ciąg dalszy. Po drodze dowiaduje się, że wszystko co Jazzstronomie mu zaproponują będzie świeże, pożywne, pyszne, organiczne, bio-dynamiczne, soczyste, słodkie, ponadczasowe, głębokie, ekspresyjne, impresyjne. I dokładnie tymi epitetami można opisać tę płytę. Chill’outowa, bujająca, relaksująca, spowalniająca czas, łagodna, pogodna. Skłaniająca do bujania w obłokach, myśleniu o niebieskich migdałach i niebieskich ciałach. Nieniebieskich też. Intymna i otulająca dźwiękami niczym miękkim kocem. Kojąca brzmieniem nieco bardziej egzotycznym, pięknie spojonym z melorecytacją po francusku. Lepsza do słuchania w leniwe popołudnie niedzielne niż na pięć minut przed wyjściem do pracy w poniedziałek, ponieważ istnieje ryzyko, że przez zasłuchanie do owej pracy się nie dotrze. Dobra na popołudniową sjestę i do delektowania się w środku nocy.

Cóż można rzec więcej? Klasyczny chillout. Mniej konotuje z jazzem niż mógłby na to wskazywać tytuł krążka. Przez kompozycje przewijają się dźwięki saksofonu, pianina, często nad kompozycjami dominuje charakterystyczny jazzowy rytm. Jeśli już “Jazzstronomie” miałaby budzić skojarzenia z jazzem to bardziej ze stylem cool, smooth, world fusion, nu jazzem. Te gatunki są jej zdecydowanie najbliższe. Widać w niej skupienie na melodii, kurczowe trzymanie się jej w całościach kompozycji, nieodbieganie od raz obranego rytmu, który buduje zwykle dość oniryczne tło. Jeden z tytułów utworów sugeruje powiązania z bossa novą, co też nie jest wyssane z palca. Na krążek składa się dwanaście kompozycji, utrzymanych w jednolitej stylistyce i klimacie.

Nie da się napisać o krążku Jazzstronomie nic więcej, żeby nie zepsuć chwili, w której będzie można zacząć delektować się nim. Smacznego zatem.

Sandra Kmieciak