Letko – “Many Things”

letko-many-things.jpg Anyway. I like it.

“Letko to ciało stałe, krystaliczne o ciepło szarym brzmieniu zatopionym w niezwykle przejrzystej cieczy podobnej do świeżej herbaty. Najprzyjemniej jest delektować się Letko w cieple, przyjemne wieczory, siedząc w miękkim fotelu i przegryzając dźwięki herbatnikiem w czekoladzie.”* A przede wszystkim Letko to kielecka formacja tworząca na pograniczu trip-hopu. I mój jesienny skarb…

Poznałem kiedyś dziewczynę. Na pierwszy rzut oka wydała mi się dziwna, co najmniej nie w moim typie – “nie będziesz moją koleżanką” – pomyślałem. Ale po pierwszej rozmowie wszystko się zmieniło. I rozmawialiśmy częściej. Teraz z niecierpliwością czekam na kolejne spotkania i przeklinam czas, który zawsze za szybko biegnie… Jaki to ma związek z muzyką? Otóż z Letko mam tak samo. Pierwszy raz słyszałem ich na bodaj drugim albumie “Minimax” firmowanym nazwiskiem Piotra Kaczkowskiego i nie doceniłem. Potem przypadkiem trafiłem na ich myspace, zaciekawiłem się, zamówiłem album… I słucham go codziennie, czasem po kilka razy. I zawsze za szybko się kończy.

Monika Bożyk, Mikołaj Macek, Grzegorz Degejda – to oni stworzyli “Many Things”, moją kochankę… Ciepłe, łagodne, słodkie brzmienia, błyskawicznie wypełniające każde pomieszczenie, w którym zostaną odtworzone. Delikatny wokal Moniki. Wszystko na swoim miejscu, każdy dźwięk, każdy stuk. Leciutko transująca muzyka, która zabiera słuchacza w daleką podróż w zakamarki własnej świadomości, wyobraźni, która tworzy w umyśle zdumiewające wizualizacje dźwięków. To fenomen tego albumu. Nic się na nim nie nuży. Chce się słuchać, i słuchać…

Nawet nie potrafię wyróżnić żadnego z utworów. Bo to tak jak z kobietą: pochwalę uśmiech, to pretensje, że oczy przecież piękniejsze… Mimo wszystko wyróżnienie dla trzech tytułów: “Many Things”, “Besides” i “Break”. One wręcz definiują ten krążek “letkością” brzmienia. Miękkie bity, spojenie muzyki z wokalem. Sączące się dźwięki… Były wyróżnienia, to teraz Grand Prix albumu: “Crash” – łączy wszelkie cechy całej płyty, dodając jednak (pozorną?) dynamikę. Wybija się ponad resztę.

Choć sam zespół poleca swoją muzykę na ciepłe wieczory z dodatkiem herbaty czy herbatnika, to ja zapewniam, że w chłodniejsze jesienne dni Letko smakuje równie dobrze. Najlepiej w ciemnym pokoju, w zupełnej ciszy, sam na sam z muzyką, wsłuchując się w jej szepty. Jak z kobietą…

* – cytat z oficjalnej strony zespołu

Marcin Szczepanek