Lisa Gerrard – “The Black Opal”


black_opal.jpg Lisa Gerrard – “The Black Opal”
Gerrard Records / 2009

Płyta, podobnie jak tytułowy czarny opal, lśni i połyskuje ferią barw dźwięków i nastrojów. Czarny opal to w końcu kamień szlachetny.

Nie chciałabym już na starcie popaść w patetyczny ton, ponieważ Lisie Gerrard, pomimo całej metafizyczności, jaką przesiąknięta jest muzyka z tej płyty, również udaje się tego uniknąć. Być może jest to wynik różnorodności tego, zawierającego 12 utworów, albumu.

W każdym z pierwszych sześciu utworów, mistrzyni przestrzennych kompozycji, maluje głosem inną historię. Niewielu jest artystów, którzy potrafiliby tworzyć muzykę tak sugestywnie oddziałującą na wyobraźnię słuchacza. Głos i instrumenty, a są wśród nich skrzypce, fortepian, bębny, gitary i wiele innych, tworzą spójną całość. Nie ma tu żadnego niepotrzebnego elementu, który burzyłby harmonię, a ta z kolei stanowi doskonałą pożywkę dla wyobraźni.

Płyta rozpoczyna się dość spokojnie, ale już trzeci na krążku “Tell it from the mountain”, to utwór wykonany z większym rozmachem. Tym, którzy pamiętają “Spiritchaser” Dead Can Dance, z pewnością przypomni afrykańskie rytmy z tamtej płyty. “The crossing” łączy się nierozerwalnie z wyobrażeniem złodzieja, uciekającego przez średniowieczny targ, słychać tu szmer upadających przedmiotów i brzęk monet…Kolejna pieśń wprowadza nas w charakterystyczny dla Lisy mrok, kontynuowany w utworze szóstym -”Redemption”. Tu, w końcówce, czeka nas tytułowe zbawienie, wyjście z mroków, swoiste katharsis, konieczne by móc wysłuchać dalszej części płyty.

“The Serpent & The Dove”, ze słowami w języku angielskim, spokojną, kojącą muzyką oraz delikatnym śpiewem, pozwala odetchnąć i przygotować się do dalszej muzycznej wędrówki. Ballada “Black Forest” jest zaśpiewana, chociaż wydaje się to już prawie niemożliwe, w jeszcze jeden, odmienny niż wszystkie na tej płycie, sposób. Kolejny, całkiem rockowy “All Along The Watchtower” to cover piosenki Boba Dylana. Ostatnie trzy utwory stanowią powrót do brzmienia pierwszej części płyty, ale w nieco łagodniejszym wydaniu.

“The Black Opal” przypadła mi do gustu od pierwszego przesłuchania. Mógłby to być zarzut, ponieważ istnieje prawdopodobieństwo, że płyta szybko się znudzi. Mam jednak wrażenie, że są to po prostu tak dobre kompozycje, że przykuwają uwagę już przy pierwszym przesłuchaniu. Melodyjne, rockowe utwory nie ustępują tu ambitnym natchnionym pieśniom. Jest to po prostu świetna płyta.

Kamila Madajczyk