Lloyd Turner – “Hints”

lloydturner.jpg Lloyd Turner – “Hints”
Face Like a Frog Records/2010

Frapujące i mroczne melodie.

Po pierwszym przesłuchaniu albumu można odnieść wrażenie, że ma się do czynienia raczej ze szkicami, aniżeli pełnoprawnymi kompozycjami. Całe “Hints” opiera się na dźwiękach gitary i fortepianu – czasem gdzieś z tyłu chowają się delikatne partie keyboardów, ale są one tak subtelne, że łatwo je podczas słuchania przeoczyć. Niekiedy między kolejnym nutami występują długie przerwy, tworzące atmosferę rodem z tajemniczej ścieżki dźwiękowej do jakiegoś mrocznego, zapomnianego dzieła filmowego. Muzyka Włochów jest stonowana i nawet, gdy wydaje nam się, że utwór zaczyna budować napięcie, nigdy nie znajduje on kulminacji.

Osoby bez opamiętania tagujące artystów będą miały nie lada orzech do zgryzienia: trudno powiedzieć, czy Paolo Tornitore i Donato Loia grają post-rocka z elementami muzyki klasycznej, czy wręcz coś na kształt ambientu tworzonego za pomocą gitary i fortepianu. Ascetyczny, niezwykle oszczędny styl, w którym cisza odgrywa równie ważną rolę co dźwięk, robi wrażenie i zmusza do słuchania “Hints” w skupieniu. Płyta trwa 25 minut, dzięki czemu zanim zdążymy poczuć znużenie, krążek już dobiega końca. Lloyd Turner rozumieją, że czasem łatwiej jest zwrócić na siebie uwagę powściągliwością niż całą ścianą hałasu.

Krzysztof Kowalczyk