Magnificent Muttley – “Magnificent Muttley” EP

Magnificent Muttley – “Magnificent Muttley” EP
Wydanie własne/2010

Mógłbym tu napisać, że świeże, rewelacyjne i musicie posłuchać… A powiem tylko, że to jednogłośni zwycięzcy konkursu młodych talentów na tegorocznym Jarocinie.

Warszawskie trio Magnificent Muttley (tak, tak, nazwa zaczerpnięta od kreskówkowego, wiecznie dławiącego się śmiechem psa ), ma jak dotychczas w dorobku jedną, wydaną własnym sumptem, EPkę z 2010 roku. Na tej bazie zespół zbudował pierwszy triumf – w konkursie młodych talentów na tegorocznym Jarocinie – który został ogłoszony jednogłośnie i podobno po naradzie jury trwającej mniej niż minutę! W sumie, po przesłuchaniu tych kilku utworów, muszę szczerze powiedzieć, że ja się nie dziwię. Tak światowo brzmiącego bandu na Polskim podwórku nie słyszałem już od bardzo dawna. Wrażenie to potęgują angielskie teksty, gdzie również od strony wokalnej wszystko wypada świetnie. Można tylko pogratulować, bo nieczęsto mamy okazję słuchać dobrej angielszczyzny w wykonaniu rodaków, a młode zespoły traktują ją jeszcze jak bramę do lepszego świata.

W ten sposób dochodzimy do kwestii muzycznych. Tylko pięć piosenek, ale za to jak zróżnicowanych. W muzyce, którą grają ci młodzi chłopcy odnajdujemy niesamowitą dojrzałość i łatwość budowania świetnych melodyjnych utworów. Jak sami piszą na swojej stronie: Najbardziej rockowe psy w mieście! Krew, pot i łzy to dla nich chleb powszedni – i jest to poniekąd prawda.

Ich EPka to wybuchowa mieszanka funku spod znaku Red Hot Chili Peppers, brudu jaki serwuje nam Josh Homme, improwizacyjnych wycieczek spod znaku Jimiego Hendrixa i dużo, dużo rockowej zadziorności! Odwołania do WIELKICH niech nikogo nie zdziwią, mimo młodego wieku, technicznie Magnificent Muttley imponuje sprawnością. W każdej piosence jest miejsce na wszystko. Refren, który chce się śpiewać razem z Krzyśkiem Pożarowskim (voc., bass), odjazdowe solówki gitarowe Kuby Jusińskiego czy zmiany tempa napędzane przez Olka Orłowskiego (dr.).

W każdym utworze, mimo trzech instrumentów, dzieje się tak dużo, że zaczynając je opisywać mógłbym dojść do swoistej kakofonii. Przeplatają się tam hardrockowe riffy, które są jak żywcem wyciągnięte z takich klasyków jak Budgie (kawałek “The Time”, gdzie przełamanie nieodzownie kojarzy mi się z “Breadfan”), z jazzowym tłem. Funkowy power, idealnie współgra z korzennym bluesem. Zabójczo melodyjnie wypada “Phenomenalike”, który spokojnie mógłby trafić na jakąś płytę Red Hotów.

Magnificent Muttley genialnie wykorzystuje swoje szerokie inspiracje, tworząc z nich wspaniale barwny miszmasz. Właśnie pracują nad pierwszym długogrającym krążkiem i muszę powiedzieć, że jestem niesamowicie ciekawy tego, co zaserwują. Tymi paroma kawałkami poprzeczkę zawiesili naprawdę wysoko. Jedyną rzeczą, do której można się przyczepić, jest produkcja, ale ten problem powinien zniknąć wraz z pojawieniem się na horyzoncie jakiejś wytwórni muzycznej. Trzymam mocno kciuki za MM i wróżę im ładną karierę.

Tomek Milewski