Relacjeprzemek

Małe jest piękne – relacja z niedzielnego koncertu w ramach Sofar Sounds Warsaw

Relacjeprzemek

Małe jest piękne – relacja z niedzielnego koncertu w ramach Sofar Sounds Warsaw

Koncerty w ramach Sofar Sounds to jedne z najmniejszych i najbardziej tajemniczych wydarzeń na świecie. Ultrakameralne, organizowane w małej przestrzeni prywatnych mieszkań, pozbawione sceny i biletów. Znasz adres, datę, godzinę, a nie wiesz najważniejszego – kogo dane będzie Ci posłuchać tego wieczoru. I to jest w tym wszystkim najlepsze.

Podczas styczniowej edycji Sofar Sounds Warsaw* gościł w  niewielkim mieszkaniu na Mokotowie. Kilkudziesięciu gości, gospodarze i – jak zawsze – czworo wykonawców.

Zaczęła Oly., której raczej nie przerażała bliskość pierwszego rzędu gości (oddalonych od niej chyba tylko o szerokość instrumentu), bo jak przyznała jej debiutancka płyta “Home” powstawała w domu, więc takie odtwarzanie jej to niemal powrót do korzeni. Może z wyjątkiem liczby słuchaczy, bo ta od debiutu znacznie wzrosła. Powiększyło się też instrumentarium – Oly. kojarzona dotąd jako dziewczyna z ukulele po raz kolejny wystąpiła z towarzyszeniem klawiszy i gitary, sama grając to na ukulele, to na qchordzie. Usłyszeliśmy m.in “Response”, “The Chapter” i “The Loneliest Whale on Earth”.

Ten wieczór był silnie reprezentowany przez artystów wytwórni Nextpop, po zaraz potem przed publicznością wystąpił Milky Wishlake. Na chwilę przed wydaniem debiutanckiej płyty sięgnął po starsze utwory i – oczywiście – singiel zapowiadający długograja. Momentami brzmi jak Chet Faker albo James Blake, za to gawędzi jak Czesław Mozil. I tworzy melodie idealne na tak małe występy, kiedy na “scenie” mieści się wyłącznie klawisz.

Różnorodność to kolejna cecha Sofar Sounds, bo za każdym razem kiedy trafiam na tego rodzaju koncert, klimat wieczoru zmienia się cztery razy (bo tylu właśnie artystów występuje podczas każdego koncertu). Niskie ciśnienie to duet, który zaprezentował się jako trzeci i który również debiutuje w tym roku. Czegoś takiego nie słyszałam dawno – poetyckie teksty (pisane przez tekściarkę!), wykonywane przez duet wokal- gitara (z dodatkiem tamburynu) mocno w duchu polskiej piosenki. Sami określają swoją muzykę jako garden blues i tego drugiego też zdarza im się trzymać.

W duchu muzyki nieco dawnej, a raczej dawno niepopularnej, brzmiał też ostatni występ. Hollow Quartet (który wcale kwartetem, nie jest) przypomniał co znaczy blues, rock i folk wstrząśnięty i zmieszany… Mało tego, zespół sięgnął też po instrumenty, od których odwykła muzyka popularna – pojawił się kontrabas i mandolina. Tutaj określenie “energetyczny” nie oznacza generowania soczystych podskoków, a raczej odnosi się do korzennych, wibrujących, rytmów, które… bujają. Z pewnością w pamięć zapada też niski, silny damski wokal. Całość zadziałała tak bardzo, że ktoś krzyknął “Zagrajcie coś jeszcze”. Nie zagrali, bo Sofar Sounds ma ściśle określone reguły, zgodnie z którymi każdy z wykonawców podczas wieczoru prezentuje cztery utwory. Koncerty są również częściowo nagrywane, więc za jakiś czas zobaczymy też wideo ze styczniowej edycji.

Kasia Wojtasik

*Sofar Sounds – (z. ang. Songs From a Room) to kameralne koncerty organizowane nieodpłatnie przez miłośników muzyki na całym świecie. Żeby zostać zaproszonym, trzeba zarejestrować się na stronie i otrzymać potwierdzenie od organizatrów SS w danym mieście. Dla uczestników znana jest tylko data, godzina i lokalizacja koncertu. Lista wykonawców i pozostałych gości jest tajemnicą do chwili rozpoczęcia. W Polsce koncerty w ramach Sofar Sounds odbywają się w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu.