Marcin Masecki – “Polonezy”

Marcin Masecki – “Polonezy”
Lado ABC/2013

Majster złota rączka pan Masecki zagląda Polonezom pod maseczki.

Twórczość Marcina Maseckiego można lubić lub też nienawidzić. Jest on artystą, który nie przebiera w środkach, a słowo kompromis wydaje się być mu obcym. Muzykę, którą tworzy wypada jednak szanować z dwóch powodów. Pierwszym są kwestie edukacyjne i odkurzanie przez niego muzyki klasycznej, która w dobie możliwości komponowania nawet na iPadzie, została zapomniana. Drugim aspektem jest wręcz karkołomna zdolność do perfekcyjnej kontroli nad wytwarzaną kakofonią.

Swoje możliwości w dziedzinie transkrypcji klasyki i swobodnej łączenia jej z jazzem pokazał już przy okazji albumu “Chopin Chopin Chopin” projektu Profesjonalizm. Tam na warsztat, zgodnie z tytułem, została wzięta muzyka Fryderyka Chopina. Tym razem, również bez enigmatycznych zagadek, na płycie “Polonezy” zaserwował nam odświeżenie muzycznej formy jaką jest… polonez.

“Polonez jest obok mazurka i krakowiaka najstarszym polskim tańcem” – to z encyklopedii, ale pewnie i tak większość z nas ma z nim do czynienia tylko raz, na 100 dni przed maturą.

Do tego celu zebrał pokaźną sekcję instrumentów dętych, które uzupełniane są od czasu do czasu perkusją i sporadycznie fortepianem. Jak to u Maseckiego bywa, nic nie może być proste, gładkie i przyjemne. Ekwilibrystyczne kompozycje co raz stwarzają pozory zupełnie przypadkowych, zagranych wręcz nieprofesjonalnie, tylko po to, by za chwilę wyłoniła się z nich piękna i składna forma. Słuchaczowi nie pozostawiona jest chwila wytchnienia, gdyż melodie, tempa i rytmika zmieniają się jak w kalejdoskopie.

Wszystko to wygląda jak fanaberie miłośnika kiczu i pastiszu, który z socjopatycznym upodobaniem rozbiera na czynniki pierwsze spuścizny wielkich niegdysiejszych, by następnie zabawić się w boga składając potwora Frankensteina. Trochę klasycznego, trochę free jazzowego i trochę swingowego, ale za to prawdziwie żyjącego!

Mimo tylko 6 utworów ten album mnie bawi, męczy, poniewiera i fascynuje. Nie mogę zrobić nic innego, jak tylko przyklasnąć i czekać na nowe wydawnictwa Maseckiego. Szkoda tylko, że przez swoje nieszablonowe podejście i czucie muzyki dalej znajduje się on w alternatywnej niecce.

Tomek Milewski