♪ Marilyn Manson – “Third Day of a Seven Day Binge”

Marilyn Manson – “Third Day of a Seven Day Binge”

Łagodny powrót upadłego skandalisty.

Chyba już nikt po Mansonie nie potrafił wywołać w muzycznym światku nieszkodliwego skandalu. Jedna spalona Biblia na koncercie Behemoth jest niczym w porównaniu z całą biblioteką i flagami, które płonęły na występach Marilyna Mansona przez ostatnie dwadzieścia lat. Bez wstydu przyznam, że do 2000 roku bezgranicznie uwielbiałem każde wydawnictwo znienawidzonego przez amerykańskich rodziców projektu, ale później coś zaczęło zgrzytać w sprawnej machinie i już tylko pojedyncze utwory typu “This Is the New Shit” czy “Heart-Shaped Glasses (When the Heart Guides the Hand)” mogły równać się z dawnym rockowym geniuszem.

Brian Warner starzeje się. Jeżeli ktoś ma wątpliwości, polecam obejrzeć odcinki serialu “Sons of Anarchy” z jego udziałem, gdzie wyraźnie widać, jak bardzo oddalił się od swojej androgynicznej fizjonomii sprzed lat. Niestety ani jego koncerty, ani twórczość studyjna nie potrafią sprzeciwić się działaniu czasu i chociaż zapowiedź nowego krążka w postaci “Third Day of a Seven Day Binge” jest zaskakująco dobra, nie mam już nawet nadziei, że wysoka forma zostanie utrzymana na więcej niż dwa-trzy premierowe kawałki. Niemniej na chwilę obecną można odetchnąć z ulgą – Manson wciąż potrafi oczarować, choćby tylko na chwilę.

Jarosław Kowal