Masala – “Cały Ten Świat”

masala-okaadka.jpg Niedawno ukazał się długo oczekiwany, drugi longplay zespołu Masala pt. “Cały Ten Świat”. Jak można domyślić się już po samym tytule, na płycie znajdziemy muzyczną mieszankę kulturową z całego świata. Jednak, jak podkreślają członkowie zespołu, Masala to oprócz oryginalnej muzyki, także ważny przekaz tekstowy.

“Cały Ten Świat” to płyta w całości energetyczna. Wszystkie utwory oparte są na wyrazistej, dynamicznej i żywiołowej bazie rytmicznej. Na tę warstwę nałożone są melodyjne frazy, oparte na dalekowschodnich skalach muzycznych, które nadają egzotycznego smaku tej płycie. W nagraniach wykorzystano prawdziwe instrumentarium rejonów azjatyckich i bałkańskich, takie jak sarangi, kemancze, cura, darabuka, dhol, tabla, bendir, cajon i sitar. Dodatkowo do udziału zaproszono wielu oryginalnych gości: sitarzystę Tomka Osieckiego, wokalistów: Rasm Al Mashan z Jemenu, Gosię Orczyk oraz Michała Rudasia, beatboxera Bladego Krisa, grającego na lirze korbowej Maćka Cierlińskiego, pakistańskiego bębniarza Mittu Sain’a, węgierskiego wirtuoza drumli Aarona Szylagię i członków grupy Yerba Mater: Sebastiana Więlądka oraz Rafała Mamińskiego.

Nie mniej istotny od warstwy muzycznej jest wokal. W większości piosenek w tej roli udziela się raper Duże Pe, który odpowiedzialny jest także za teksty. A tematyka ich jest dość kontrowersyjna. Prosto i dobitnie, szczerze i bez żadnych ogródek poruszane są problemy współczesnej cywilizacji. Mowa jest o braku perspektyw na przyszłość, ogólnie panującej nietolerancji i wrogości. Ostatecznie jednak treść płyty nie ma wydźwięku pesymistycznego. Jest wręcz odwrotnie – chodzi o pozytywny przekaz, o wiarę w przyszłość i w to, że możemy coś zmienić, zaczynając w pierwszej kolejności od swojego własnego postępowania.

Zespół Masala tworzą ludzie z pasją. Zadziwiające jest w jaki sposób tak eklektyczna mieszanka muzycznych inspiracji znajduje “złoty środek” w ich muzyce (członkowie kolektywu określają ją mianem “elektro-etno-dancehall-rap-punk’n’ bass” – sama bym chyba tego lepiej nie ujęła). Każde ich wydawnictwo jest ciekawostką na polskim rynku muzycznym – nie inaczej jest z najnowszym krążkiem. Dbałość o produkcję, profesjonalizm, zaangażowanie (zwłaszcza w warstwie tekstowej), niebanalne pomysły, mnóstwo świadomych nawiązań do różnych stylów oraz znakomici goście, ubarwiający jeszcze dodatkowo bogaty asortyment brzmień – wszystko to świadczy o atrakcyjności i zjawiskowości tego projektu.

To jednak nie jest jeszcze ostatnie słowo. Muszę trochę ponarzekać, bo zabrakło mi czegoś na tej płycie w porównaniu do debiutu, czegoś, co przeważyło szalę w mojej osobistej hierarchii na korzyść pierwszego krążka. A mianowicie – odrobiny oddechu. Płyta ma szaleńcze tempo, mało jest na niej fragmentów pozwalających na chwilę odpoczynku i zadumania, nie ma niestety tych chilloutowych, swobodnie snujących się motywów orientalnych, które były niewątpliwym rarytasem  poprzedniego krążka. Domyślam się jednak, iż ma to związek z całościową koncepcją i tematyką płyty. Mimo tego drobnego szkopułu, krążka tego i tak zdecydowanie świetnie się słucha!

Aha – i jeszcze jedno: stanowczo polecam koncerty, bo nie dość że z płyty muzyka Masali brzmi wspaniale, to na żywo prezentuje się ona re-we-la-cyj-nie, ze 100 razy większym powerem! Kto był – ten wie. :)

Anna Lenarcik