Mater Suspiria Vision – “Antropophagus”

Mater Suspiria Vision – “Antropophagus”
Phantasma Disques/2015

Odgłosy nastrojowego witch house’u.

Kiedy niespełna dekadę temu pojawiła się muzyka, której nikt właściwie nie chciał określać mianem “witch house”, ale wszyscy to robili, można było odczuć przyjemną bryzę świeżości w posępnym, elektronicznym graniu. To było jak odkrycie brakującego ogniwa pomiędzy Coil a Combichrist – taneczny bit z przygaszonym tempem, okultystyczna oprawa graficzna i jednoczesne puszczanie oka do słuchacza. Wystarczyło jednak kilka lat i formuła niemal całkowicie wyczerpała się, a zdecydowana większość producentów skupiła się na zjadaniu własnego ogona. Jednym z nielicznych wyjątków jest projekt Mater Suspiria Vision, który celuje raczej w tworzenie tajemniczych ścieżek dźwiękowych do nieistniejących filmów niż w pseudodyskotekowe łupanie.

Za Mater Suspiria Vision stoi postać posługująca się pseudonimem Cosmotropia De Xam i niewiele więcej na jego temat wiadomo. Według oficjalnej notki biograficznej pochodzi z Kabulu, ale uwydatnianie informacji o afgańskich korzeniach należy traktować raczej w kategorii próby wzbudzania kontrowersji. Mater Suspiria Vision nie jest na tyle znanym tworem, żeby dziennikarze pokusili się o śledztwo (jak w wypadku między innymi Slipknot czy Bucketheada), ale tak naprawdę najistotniejszym, co należy zdemaskować jest filmowo-muzyczna inspiracja, a do tego wystarczy środkowy człon nazwy. “Suspiria” (w języku polskim “Odgłosy”) to nawiązanie do filmu włoskiego mistrza horroru – Dario Argento. Każdy, kto zetknął się z jego twórczością musi uznać geniusz w kreowaniu mistycznej atmosfery, w czym często wspierany był przez zespół Goblin. Produkcje Argento są jak dokumentacje mrocznych obrzędów religijnych i dokładnie tym samym jest muzyka Mater Suspiria Vision.

Za sprawą fascynacji tak charakterystycznym zjawiskiem typowe dla witch house’u zawieszenia dźwięków, przeskoki i tłumaczenie estetyki drone na muzykę elektroniczną wchodzą w interakcję z brzmieniem syntezatorów z lat 80. oraz głosami i krzykami, które wbrew pozorom nie są samplami z filmów, lecz partiami zarejestrowanymi przez licznych, choć kompletnie anonimowych gości.  Cosmotropia De Xam osiągnął tym samym znakomite proporcje pomiędzy tworzeniem nastroju a tworzeniem muzyki, co nie zawsze udawało się w przeszłości. “Crack Witch” z 2010 roku jest niemal wyłącznie udźwiękowieniem grozy, ale bez nacisku na walory czysto kompozycyjne, “ATEM” z 2013 ciężko nawet nazwać muzyką, z kolei “Serenity” z tego samego roku dość nieudolnie kopiuje “dyskotekowe” oblicze Ritualz. Na “Antropophagus” wreszcie słychać pełen potencjał fantazji niby-afgańskiego producenta i chociaż do zainteresowania się tego typu brzmieniem trzeba mieć gust o określonych predyspozycjach, nie słyszałem w tym roku wielu albumów, które równie dobrze tworzyłyby podkład do pracy, czytania książek czy relaksacyjnego wpatrywania się w niebo (zwłaszcza po zmroku).

Zawsze miałem poczucie, że Mater Suspiria Vision tworzy poniżej swoich możliwości i wreszcie ukazał się materiał, którym można delektować się od pierwszej do ostatniej sekundy. Nie jest to ani rewolucyjne wydawnictwo, ani nawet reanimacja martwego witch house’u, niemniej miłośnicy tego nurtu powinni być w niebo (piekło?) wzięci.

Jarosław Kowal