Michał Biela – “Michał Biela”

Michał Biela – “Michał Biela”
wydanie własne/2014

Potęga minimalizmu.

Solowy debiut Michała Bieli jest niepozorny i zwykły. Głos i gitara. Spokojne, zatopione w nocy piosenki, wyrosłe, jak sam przyznaje, z melodii granych synkowi do snu. Pierwsze powstały w okolicach 2010 roku. Do pomocy Biela wziął sobie trzy wokalistki: Małgorzatę Penkallę, Magdalenę Gajdzicę z Enchanted Hunters i Karolinę Rec. Oprócz dogrania chórków dziewczyny uzupełniły muzykę Michała o przeciągłe smyczki i plamy klawiszy. 8 piosenek, 24 minuty muzyki. Łatwo je przegapić w pędzącym na złamanie karku świecie. Nie krzyczą z YouTube’a, nie są kontrowersyjne. Nie usłyszycie o nich w telewizji ani radiu.

Jednak pominięcie tego albumu byłoby zbrodnią. Michał Biela nigdzie się nie spieszy. Siedzi i gra na gitarze. W zwykłości jego piosenek ukryte jest wielkie piękno. Tak jak w zachodzącym słońcu nad taflą jeziora. Albo w nocnej przejażdżce samochodem z przyjaciółmi. Wystarczy tylko mieć odwagę, by powiedzieć dość i zatrzymać się. Spojrzeć na wszystko z dystansem, może nawet oczami dziecka. Biela śpiewa o blokowisku, które stało się jego rzeczywistością, fałszywych światłach miasta, martwym drzewie. Opowiada historie, które mogły przydarzyć się każdemu z nas, ale tylko on jest w stanie opowiedzieć je tak magicznie. Zwykłe staje się niezwyczajne.

Na okładce debiutu wokalisty Kristen widnieje szkic serca. Michał włożył w muzykę całe swoje serce, Wy dla niej swoje stracicie.

Michał Wieczorek

ZOBACZ WIDEOSESJĘ Z MICHAŁEM BIELĄ >>