Mikirurka – “I Hate You Rock’n'Roll”

Mikirurka – “I Hate You Rock’n'Roll”
Heavymusic Records / 2010

Kocham rock’n'roll, w przeciwieństwie do tej płyty.

Przeczytałem kiedyś stwierdzenie, które mówiło, że czasem warto zagrać w coś naprawdę beznadziejnego, by docenić rzeczy, które są dobre. Choć wtedy odnosiło się to do gier komputerowych, można to bez problemu podpiąć pod inne dziedziny kultury. Czasem warto przesłuchać płyty naprawdę kiepskiej, by docenić to, że gdzieś w gąszczu dźwięków, w tej zatrważającej ilości kapel wyłowić coś naprawdę świetnego. Nie będzie to jednak płyta zespołu Mikirurka.

Na grupę natknąłem się na MySpace. Spamowali skrzynkę swoimi utworami i pochlebnymi słówkami, jakie to świetne te kawałki nie są. Nie były, dlatego o nich zapomniałem, linki usunąłem i do zespołu nie wracałem. Ale cóż, historia lubi się powtarzać, w ręce wpadła mi ich płyta o dźwięcznym tytule “I Hate You Rock N’ Roll”, więc nie mogłem po raz kolejny zbagatelizować materiału, musiałem przesłuchać ten krążek – dla dobra ludzkości.

Zacznę może od plusów (niewielu, ale zawsze). Po pierwsze, oprawa graficzna. Zawsze byłem fanem komiksów, widziałem coś niezwykłego w tych nieruchomych kadrach, uwielbiałem wyobrażać sobie historię utkaną misternie przez scenarzystów i rysowników. Dlatego też Mikirurka na start ujęła mnie swoją komiksową książeczką stylizowaną na stare animacje lat 80. pokroju “Heavy Metal”, za którą odpowiada Marcin Nowakowski z pART Studio. Po drugie, niektóre pomysły na kompozycje wydają się bardzo mocne, z pazurem, ale rzadko dobitne i wgniatające w fotel, jak np. fragmenty gitarowe w “Tiger Could Be Stronger”, “Fashionable” czy duszny klimat w “On My Grave”. Niestety to za mało na dobry album.

Choć kompozycje, które znalazły się na “I Hate You Rock N’Roll” powstawały na wiele lat przed powstaniem projektu Mikirurka, są one po prostu sztampowe, powtarzające, zwyczajne. Wiele kawałków, jakie znajdziemy na tej płycie to zwykła kalka tego, co działo się w mainstreamowym rocku w Stanach Zjednoczonych w ostatnich latach. Usłyszymy tutaj chociażby Queens of The Stone Age (“Voo-Dah”), Foo Fighters (“I Prefer Your Mom”) czy Aerosmith (“Moonlight Star”). Duży w tym przyczynek ze strony Piotra Warszawskiego. Może zawinił fakt, że sam wymyślał te utwory, zespół jedynie je aranżował. Ale wydaje mi się, że przede wszystkim wina w tym wokalu, jakim ów pan się posługuje. Zachrypnięty, brudny, nieprzyjemny, szczególnie w dolnych rejestrach. Nawet w momencie, gdy utwór rozkręca się, wejście wokalu po prostu psuje cały klimat i skutecznie odrzuca, a palce samoistnie kręcą się wokół guzika “stop”.

Musi panować równowaga we wszechświecie, dlatego znajdziemy zespoły dobre i te, które dobre niestety nie są. Szkoda pisać, że Mikirurka jest zespołem z tej drugiej kategorii, ale w świetle tego, co przedstawiła na debiutanckim albumie, nie można powiedzieć inaczej. Jest potencjał, ale zbyt niewielki, by krakowianom pogratulować. Kocham rock n’ roll, ale tej płyty nie znoszę.

Kuba Serafin