Relacjeprzemek

Mikromusic w lubelskich “Dwóch Piętrach”

Relacjeprzemek

Mikromusic w lubelskich “Dwóch Piętrach”
24.01.2014/Lublin

Pierwsza wizyta zespołu w “Mieście Inspiracji”.

Zastanawialiście się kiedykolwiek, ile musi być stopni Celsjusza, aby jak najlepiej odebrać muzykę Waszego ulubionego wykonawcy? Ile musi wskazywać termometr, aby zdecydować się opuszczenie koncertu? Nie czas na odpowiedzi na te i inne pytania, bowiem meteorolodzy zapowiadali nawet -20 stopni, a ja mimo wszystko postanowiłem zagrzać miejsce w miejskim autobusie i wyczekiwać koncertu wyjątkowego. Pierwsze występy są zawsze wyjątkowe, w szczególności kiedy będziecie mieli okazję spędzić ten czas we własnym mieście. Po ponad 10 latach grania ekipa Mikromusic wreszcie zawitała do Lublina.

Zastanawialiście się, jaki jest ideał mężczyzny według kobiety? Ideałów podobno nie ma, ale jeżeli koncert w głównej mierze “okupuje” damska część widowni i jednym tchem śpiewa “Takiego chłopaka”, to istnieje prawdopodobieństwo, że możemy się dowiedzieć czegoś sensownego. Są też utwory, w trakcie których zamykasz oczy i dochodzisz do pewnej prawdy o sobie. Koncerty, na których przysłuchujesz się  lekkiemu, subtelnemu i delikatnemu wokalowi i to właśnie on coś w tobie roztrząsa i porusza. Artystka żongluje stylistykami, wciąga i bawi się tempem. I jest kołysanie smyczków, klawisze i mocniejsza gitara. Jestem bardzo zadowolony z tych pierwszych prób przenoszenia “Sopotu” do mroźnego Lublina, bo nawet jeżeli trzeba się grubo ubrać, nabawić kataru, to w ostateczności “nie narzekam, bo dobrze jest, nawet gdy mróz, nawet gdy śnieg sypie w oczy, wtedy dobrze jest!”. Cieszy mnie ta beztroska, muzyczna wolność, ciągle przypominające mi o wakacjach i pełnym słońcu.

Koncert w zdecydowanej mierze udowodnił mi, że Mikromusic to nie tylko Natalia Grosiak, ale dobrze zgrana ekipa, która w całości zasługuje na uznanie słuchaczy. Mikrusy nie są też tak łagodne, jak o nich się mówi, ale potrafią przybrać ciut inną stylistykę, nadstawić pazura, szarpnąć mocniej o strunę. Zauważyłem też lekką metamorfozę w wykonaniu Natalii, której okres macierzyństwa bardzo służy i dodaje jeszcze więcej radości ze wspólnego koncertowania. “Nie takie Mikrusy smutne jak ich malują!” I jeszcze jedno! Jeżeli nie wiecie, jak cudownym przeżyciem jest śpiewać na głos o tym, że “coś ma się w dupie”, to koniecznie pójdźcie na jeden z ich koncertów. Publiczność dotrzyma Wam głosu!

Mateusz Grzeszczuk
fot. Krzysztof Szlęzak