Miss Polski – “Fitness”

misspolskifitness.jpg Miss Polski – “Fitness”
EMI Music Poland/2010

Dawne czasy.

“Podobają nam się smutne piosenki, ale zamysł był taki, żeby nagrać płytę taneczną” – powiedział gitarzysta i klawiszowiec Olek Świerkot. Bo Miss Polski to tak naprawdę zespół jest. A na dodatek postawił sobie za cel zwaśnienie dwóch światów.

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że Im się naprawdę udało. Zrobili płytę nostalgiczną, liryczną i nastrojową. A zarazem taką, przy której śmiało można bujać się na parkiecie. Zrobili płytę dla kobiet i dla mężczyzn. Dla tych starszych, młodszych, ale nie zupełnie młodych. Ku refleksji. Ku wspomnieniu dawnych czasów. Lat ‘40., ‘50. i ‘60. Tak to właśnie brzmi. Pachnie dancingiem w zadymionym barze, fabułą filmu “Casablanca” i kinem noir. Bohaterami tekstów, z których każdy tworzy nową historię, są zblazowane kobiety, niepewni siebie mężczyźni i kinowi amanci. Zdarzają się miłości, rozstania i przelotne romanse.

Muzycy sami przyznają się do popkulturowych inspiracji, których kojarzenie, tym nieco bardziej obytym, sprawić może dużą przyjemność. Wszystko osadzone jest w powyższej estetyce. Również samo brzmienie “Fitnessu”, bardzo subtelne i wyważone, do spółki z aksamitnym głosem Romana Szczepanka. Bardzo melodyjnym i dźwięcznym, który piosenkom nadaje wyjątkową poetyczność. A teraz, uwaga, Panie proszą Panów.

Cały ten szlif zdaje się nie pasować do czasów, jakie zastały członków grupy. Jej twórczość wydaje się być w głębokiej opozycji wobec współczesnej muzyki. Oczywiście, nie w pełni. Są elementy współczesne, jak dyskretna elektronika w “Topless”, udział Reni Jusis w “Specjalistach w nocy”, czy wręcz synthpopowy beat w “Pół sypialni Twoje jest”. Ale, mimo wszystko, klimat retro jest tu zdecydowanie dominujący.

Jakiś czas temu pojawił się taki oto demotywator: dziwne, tęsknię za czasami, w których nigdy nie żyłem. Słuchając Miss Polski zaczynam odczuwać taką właśnie tęsknotę. Żal, że nie było mi dane żyć tam, gdzie Humphrey Bogart czy James Dean. I właśnie ta niedzisiejszość urzeka najbardziej. Staromodność wręcz.

Michał Baniowski
baniowski.wordpress.com