Mjut – “9″

Mjut – “9″
Mystic / 2015

Już nie tak smutno.

Aż ciężko uwierzyć, że od debiutanckiego albumu zespołu Mjut minęło już niemal pięć lat. Jak dziś pamiętam moment, gdy po raz pierwszy “Akcja ratowania ślimaków” zagościła w odtwarzaczu. Kanciasta, smutna i klaustrofobiczna muzyka kwartetu sprawiła, że zakochałem się w debiutanckim krążku właściwie z miejsca. Była to jednak miłość burzliwa, która zakończyła się dość szybko, dlatego chciałem sprawdzić, czy miałem rację widząc potencjał grupy z Działdowa przy okazji premiery ich drugiego albumu, “9″.

Znakiem rozpoznawczym od samego początku był brak przebojowości numerów, ciężki klimat i duszność w kompozycjach. Sofomor zdecydowanie odcina się od tego podejścia, wszystko obróciło się o 180 stopni. Oczywiście, wciąż angażują się w nieregularną rytmikę czy nietypowe zagrywki dźwiękowe, ale właściwie wszystkie utwory są w mniejszym lub większym stopniu singlowe. Domyślam się, że grupie udzielił się silny wpływ Dick4Dick (nagrywali w studio Dickie Dreams) i Happysad, z którymi nieraz dzielili scenę, dzięki czemu dryg do eksperymentu trochę się ugładził, ale jednocześnie ułożył w jedną całość. “9″ to pejzaż muzycznych możliwości kwartetu – od spokojniejszych, stonowanych ballad z twistem (“17 GB”, “2+2″), radiowych strzałów (“Nietoperz mówi nie”, “Wszyscy ludzie i ja”) do nadziewanych synthpopową plastyką utworów (“Komputery”, “Puść go”). Nad wszystkim unosi się ten rockistyczny, polski duch, który z początku może odrzucać, ale bardzo szybko można wessać się do dziwnego światka Mjut i przekonać się, że to tylko pozory.

Ciężko powiedzieć, czy jest to dokładnie to, czego oczekiwałem od zespołu, ale cieszę się, że wciąż są mnie w stanie pozytywnie zaskoczyć. Jest w tej muzyce jakiś pierwiastek, który nie daje mi spokoju i sprawia, że od niektórych numerów nie mogę się oderwać. Mam wrażenie, że wyrasta nam młoda siła polskiego rocka, która może wypełnić lukę po odchodzących artystach alternatywy lat zerowych. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że nie będą chcieli uderzać w podobny target, bo najzwyczajniej w świecie szkoda.

Kuba Serafin