Mount Eerie – “Lost Wisdom”

mount-eerie-lost-wisdom.jpg Mount Eerie – “Lost Wisdom”

Historia powstania “Lost Wisdom” jest bardzo ładna: Phil Elverum – trzon Mount Eerie poprosił Julie Doiron – swoją ulubioną wokalistkę, która daje mu cały czas inspiracje do tworzenia nowej muzyki o współpracę. I tak w niecały tydzień powstał 23 minutowy krążek.

Jeden z najbardziej osobistych i udanych duetów, jakie do tej pory słyszałem. Zakochałem się w tej płycie prawie od razu, moje uczucie do Phila Elverum się ugruntowało i narodziło nowe do wspaniałej Julie Doiron. Ich dwa zupełnie inne głosy całkowicie odświeżyły brzmienie Mount Eerie, trochę pomógł w tym Fred Squire, basista z którym Doiron gra w jednym zespole. Ale w muzyce Mount Eerie nie chodzi o instrumenty – dwie gitary i wibrafon gubią się gdzieś pod wyrazistymi głosami, a właściwie historiami przez nie opowiedziane. Tej muzyki nie da się zakwalifikować, chociaż na siłę można – alt-indie-folk-lo-fi-blablabla. Tutaj najważniejsze są głosy i opowiedziane historie.

Elverum wydaje się być bardzo doświadczonym człowiekiem – chyba dlatego jego teksty: o miłości, śmierci, wszystkiemu co nieuchronne i absolutne – nie trącą grafomanią. A to się rzadko zdarza w sztuce, w muzyce szczególnie – nie ma niczego prostszego niż napisać kiepską balladę o miłości.

“What I find will be found easily and only when I’m not looking for it
Without looking for the morning in the sunset”

Elverum i Doiron świetnie razem brzmią – śpiewają spokojnie, czasami właściwie szepczą – nie są idealnie zgrani, czasami trochę się rozmijają. Nie wiem czy to było zamierzone, czy nie, ale dodaje płycie jeszcze więcej autentyczności.

I know nothing, now that I know you, your fog is wrapped around me.”

Utwory trwają góra dwie minuty i są przesiąknięte melancholią, fatalizmem i doskonale pasują do tego, co widzimy jesienią  za oknem. Na pewno nie powinni tego słuchać ludzie ze skłonnością do jesiennej depresji: płyta uzależnia, a słuchanie jej na okrągło (na przykład przed snem, jak robię od kilku dni) do niczego dobrego nie prowadzi.

Polecam posłuchać najnowszej płyty Mount Eerie i zagłębić się w świat Elveruma – to podróż naprawdę fascynująca – odbiorca musi się wykazać tylko odrobiną wrażliwości…

Filip Lech