▶ Muse – “Dead Inside”

Muse – “Dead Inside”

Martwe granie.

Po konkretnie rockowym “Psycho”, na który składał się 16-letni riff Muse, przyszedł czas na pierwszy singiel właściwy z nadchodzącego albumu “Drones”. Bellamy tłumaczył, że “Dead Inside” stanowi początek opowieści o bohaterze, który poprzez wydarzenia w tym utworze, trafia do jednostki, w której odbywa się kojarząca się z “Full Metal Jacket” tyrada sierżanta znana z klipu do “Psycho”.

Brzmienie elektroniczne miało stanowić mniejszość na nowej płycie, a tutaj mamy do czynienia z ewidentnym kłamstwem. “Dead Inside” to kompozycja prowadzona wyraźnie w obręby lat 80-tych – głównie za sprawą synth-popowej melodyki i lekko funkującego basu. I co z tego? Skoro to jest po prostu okropnie oklepane. Mówię to jako osoba, która słucha Muse od dekady. Byłem w stanie przeżyć eksperymenty w postaci “Undisclosed Desires”, “Madness” czy nawet powstałe wraz Nero “Follow Me”. A tutaj słyszę, jak Matt Bellamy zamierza przywdziać okulary i nazywać siebie Bono Jr. Mówi się, że z czasem utwory podobają się coraz bardziej, kiedy się ich słucha – tutaj tak nie mam. Pierwsze kilkadziesiąt sekund zapowiadały kolejny kawałek stylizowany r’n'b. Dostaliśmy po prostu ładnie wyprodukowaną chałę. I jest mi strasznie przykro, że musiałem coś takiego napisać. Może “Drones” w całości będzie to w stanie zmienić. Premiera już 8 czerwca, a niecały tydzień później występ Muse w ramach Orange Warsaw Festival.

PS Na ostatnich koncertach zagrali dawno niegrane “Uno”, “Muscle Museum” czy “The Groove”. Rozumiem, że nawet przypomnienie sobie takich kawałków nie nastawiło nikogo z zespołu na granie ostrzej?

Kuba Serafin