Muzykoterapia – “Piosenki Izy”

Muzykoterapia – “Piosenki Izy”
Muzykoterapia Records/2011

Terapia dla ducha i ciała.

Do zrzucenia ciężkich, zimowych, skumulowanych w nas emocji, najlepiej nadaje się orzeźwiająca dawka dobrej muzyki. Terapia dźwiękiem to świetny sposób, aby uwolnić  skumulowane, negatywne uczucia i wrażenia, oczyścić się na wiosnę. Jeśli także cierpimy na dolegliwości związane z muzykobrakiem czy nudą muzyczną – odpowiednią kurację z pewnością zafunduje nam zespół, który po kilku latach od wydania debiutanckiej płyty pojawia się z nowym, mocnym i zawodowym materiałem.

Muzykoterapia powstała dziesięć lat temu. Na początku w składzie trzyosobowym łączyli nieziemsko elektroniczne dźwięki z bardzo profesjonalnym jazzem. Ich pierwsza, debiutancka płyta “Muzykoterapia” (2006) odniosła bardzo duży sukces i zebrała wiele pochlebnych recenzji. Dzisiaj w większym, bo już siedmioosobowym składzie przenoszą nas w krainę nu-jazzu, retro i zaskakujących niekiedy eklektycznych dźwięków. Druga płyta “Piosenki Izy” ujrzała światło dzienne w listopadzie 2011 roku i podobnie jak pierwsza, zyskuje wiele uznania wśród krytycznie spoglądających recenzentów i muzykosłuchaczy. Chociaż premiera płyty była jesienią, niewątpliwie świetnie nadaje się na ujarzmienie wiosennego przesilenia.

“Piosenki Izy” to 14 utworów. Część z nich jest typowym wehikułem czasu, który z łatwością teleportuje nas w lata 50. i 60. Zadymione kluby, kabarety to idealne miejsca dla większości piosenek z albumu. Single “Komedia” i “CPN”, które są przewrotne i pełne metaforycznych tekstów byłyby świetne jako retro piosenki filmowe. W nich jest też najwięcej elektroniki, przez co są swego rodzaju mostem łączącym przeszłość z teraźniejszością. Do nich spokojnie może dołączyć przepiękna piosenka “Time to Die”, która jest moim niepodważalnym faworytem. Mogłabym jej słuchać nieustannie zamykając się w swoim muzycznym świecie. Kolejną mocną stroną “Piosenek Izy” są bardziej jazzowe utwory jak “Dym”, “Wiatr”, “Na wspak” czy “Outro”, w które wkradają się niebanalne improwizacje i to nie tylko instrumentalne. Poszukiwacze niebezpiecznych muzycznych przygód, nieokiełznanych etnicznych dźwięków znajdą coś dla siebie w utworach “Eyala”, “Kalimby” czy “Okulary”. Ostatni z wymienionych utworów to swoista wędrówka w afrykańskie klimaty. Można też dostrzec naleciałości soulu czy r’n'b w romantycznej piosence “Nie bądź zły” czy chwilami odrobinę big bitu przy “Ociepleniu”.

Oprócz tego, że zespół składa się z profesjonalnych muzyków, a w zasadzie z wirtuozeryjnych magików, z których każdy wnosi do płyty coś swojego – brzmienia różnego pochodzenia (dub, ethno, jazz, electro…), to warto także podkreślić autentyczność i zawodowo napisane teksty. Większość z nich jest autorstwa wokalistki – Izy Kowalewskiej, lecz możemy również posłuchać twórczości, np. Bartka “Fisza” Waglewskiego (“Na wspak”) i Janusza Onufrowicza (“Dym”). Słuchając Muzykoterapii nie można nie zatrzymać się przy świetnym głosie wokalistki, która bawi się nim malując piękne obrazy. Widać niezłą szkołę wokalną, ale także luz i lekkość wykonań.

Ostatnio przesłuchując różne zespoły, często coś nie grało w ich utworach. Albo wokal nie pasował mi do muzyki albo muzyka do wokalu. Tutaj jest inaczej, od początku do końca wszystko współgra, idzie jedną spójną drogą. Płyta jest niejednorodna – lecz w dobrym tego słowa znaczeniu, muzyka dojrzała, interesująca, kompilacja bardzo twórcza. Dla mnie czas się zatrzymał, chciałabym się utopić w Muzykoterapii i garściami łapać kojące dźwięki dobierające się do wszystkich znanych mi zmysłów. Gorąco więc polecam wszystkim koneserom i wielbicielom różnych odsłon muzycznych. Biorąc do ręki płytę “Piosenki Izy” z trudnością przychodzi odłożenie jej na półkę.

Zuzanna Kotala