My Gold Mask – “Leave Me Midnight”

My Gold Mask – “Leave Me Midnight”
Goldy Tapes/Highwheel Records/2013
posłuchaj

Konkretne brzmienie z brakiem pomysłu.

Mój romans z My Gold Mask rozpoczął się w 2010 roku za sprawą EP-ki “A Thousand Voices“. Ciekawe gitarowe riffy Jacka Armondo, hipnotyzujący głos i mocna perkusja Gretty Rochelle – tyle wystarczyło, aby skraść moje serce. Ich muzyka, nieco mroczna, ale ciągle wpisująca się w popowo-rockowe ramy, miała w sobie coś magnetyzującego. W tym samym roku duet wydał drugą EP-kę – “A Million Miles (From Where We Were Last)“. Zespół ciągle podążał tą samą ścieżką.

Czy coś się zmieniło w roku 2013? Jak przedstawia się ich drugi longplay (po “My Gold Mask” z 2009 roku)? Na “Leave Me Midnight” nie widać żadnych zmian. Niemal wszystkie kawałki są tak samo dobre jak na poprzednich wydawnictwach. Nadal słyszymy świetnie rozłożone w przestrzeni dźwięki. Jednak czy to wystarczy, aby na dłużej zatrzymać się przy tej płycie?

I tu zaczynają się schody. Pomimo całej mojej sympatii do zespołu, płyta ta wydaje się zbyt nużąca. Brakuje utworów, które się wyróżniają. To wszystko już było. Już słyszałam te chórki i słyszałam tę gitarę. Słyszałam to pobrzdękujące tamburyno i słyszałam te potężne bębny. Zabrakło czegoś nowego, zabrakło pomysłu. Jedyne utwory, które wybijają się na tle innych to “Lost In My Head” i “Burn Like the Sun”.

Na albumie mamy do czynienia z mrocznym dream popem z elektryzującą domieszką gitar. Jednak całość jest dosyć jednostajna i nawet zmiany rytmu nie były w stanie przekształcić tego w coś bardziej interesującego. Jeśli nie znacie twórczości My Gold Mask, ta płyta może być dobrym początkiem w zapoznawaniu się z nią. “Leave Me Midnight” nie jest złą płytą, jest po prostu płytą zbyt podobną do wcześniejszych dokonań zespołu.

Ewelina Malinowska