Neil Young & Crazy Horse – “Psychedelic Pill”

Neil Young & Crazy Horse – “Psychedelic Pill”
Reprise/2012

Raczej tylko dla fanów.

Neil Young w tym roku nie próżnuje. Po albumie “Americana” ponownie nagrał krążek z Crazy Horse. Płytą tą muzycy powrócili do korzeni – klasycznego gitarowego rocka, a rozbudowane jamy zdominowały trzydziesty piąty studyjny album w karierze Kanadyjczyka.”Psychedelic Pill” to najdłuższy album w dyskografii Younga i pierwszy, który musiał zostać rozdzielony na dwie płyty. Wiele utworów na albumie jest rezultatem jam session, które miały odbyły się po nagraniu “Americany”. Niestety ich długość jest problematyczna i stanowi kluczowy mankament tej płyty.

Rozpoczynające album, niemal półgodzinne, “Driftin’ Back” to praktycznie jedna wielka gitarowa solówka gdzieś w połowie zatracająca się w jam, który jednak większe wrażenie robiłby podczas koncertu. W tytułowym kawałku “Psychedelic Pill” rozbrzmiewa riff praktycznie identyczny do tego z utworu “Sign of Love” z solowego albumu “Le Noise”. Możliwe, że jest to zamierzony zabieg artystyczny jednak pierwsza myśl jaka nasuwa się przy jego przesłuchaniu to pytanie czy, aby przypadkiem pamięć Neila Younga nie zaszwankowała? “Born in Ontario” stanowi raczej przeciętny hołd dla rodzinnej prowincji gitarzysty. Bardzo dobrze przyjemnie słucha się singlowego “Twisted Road”, w którym Young odnosi się do młodzieńczych czasów śpiewając First time I heard ‘Like A Rolling Stone”, I felt that magic and took it home. Warto również zwrócić uwagę na naprawdę solidne “Ramada Inn”.

Spośród trzech najdłuższych utworów najlepiej broni się “Walk Like Giant”. Wyśpiewane w refrenie I wanna walk like a giant on the land to odniesienie do metafory wypowiedzianej przez Younga, a którą w swojej pamięci zanotował Jonathan Demme – filmowiec współpracujący z artystą. Owa wypowiedź traktowała o tym jak tuż przed tętniakiem mózgu, z którym borykał się muzyk, był zdolny do wszystkiego olbrzymem przemierzającym ludzką krainę, natomiast po wykryciu choroby poczuł się jak liść dryfujący w strumieniu.

Album “Psychedelic Pill” zdecydowanie nie nadaje się na rozpoczęcie przygody z muzyką Neila Younga. To płyta bardziej przeznaczona dla fanów i koneserów jego twórczości – mająca naprawdę dobre momenty, ale niestety jednocześnie chwilami też nużąca.

Marek Cieślak