Neony – “Uniform”

Neony – “Uniform”
Sony Music Polska / 2015

Drugie starcie.

Kiedy cztery lata temu widziałem ten zespół na żywo, gdy promował debiutanckich “Niewolników Weekendu”, spodziewałem się raczej, że indie-rockowa spirala potoczy się w zupełnie innym kierunku. Myślałem tu o odcinaniu kuponów i flirt z wytartą formułą brytyjskiego rocka. Zasada drugiej płyty zadziała tu jednak dość na przekór i dzięki temu wrocławskie Neony bez zbędnego opierzania się i dodanych ideologii wydały swój frapujący sofomor, ale czy to dobry wybór?

“Uniformowi” przyświeca jedna myśl, która przewija się przez cały album – zwartość. Od ostatniego albumu zmienił się skład personalny grupy i w tym momencie kwartet uszczuplił się do trio. Taki zabieg wymaga o wiele większego gimnastykowania się w kwestii rozmieszczenia przestrzeni i to słychać zarówno w kwestii wzmocnionej roli basu Sawy-Borysławskiego wypełniającego luki w leadach niskim groovem (“Mydlane Bańki”, “Trudne Tematy”), a to gitarą Zająca zmyślnie nieraz skaczącą od akordów do wysokich melodii (“Plac Zabaw”). Jednocześnie ciekawe jest to, że wraz ze zmniejszeniem się ilości osób, zdecydowanie wzmocnił się repertuar brzmieniowy. Druga gitara zniknęła na rzecz o wiele większej ilości elektroniki, która w wielu przypadkach pełni nawet rolę głównego motoru utworu (“Niebieskie światło”, “Winda”), zaś wszelkiego rodzaju synthy, ambientowe plamy i glitche pojawiają się na albumie co rusz, spokojnie uzupełniając personalne braki. Na plus także wychodzi coraz lepsza świadomość wokalna i liryczna Dawida Zająca, który na “Uniformie” bardziej eksperymentuje ekspresją i techniką, co w ostatecznym rozrachunku nadało temu pozytywnego wydźwięku. Jednak te wszystkie romanse z nowymi środkami ukrywają największą wadę “Uniformu”, a mianowicie zachowawczość. Oczywiście, wielkie brawa za “Legalną Moskwę”, która ma gigantyczny potencjał singlowy i cieszy mnie, że trafnie wybrali utwór promujący album, ale poza tym ciężko o utwór na miarę “Niewolników Weekendu”, “Muszę Porozmawiać o Tym z Tobą” czy mojego ulubionego, psychodelicznego “Who iz TV?”. Część utworów na płycie ma jakieś brakujące ogniwo, a część jest po prostu nudna (“Ostatni”, “Uniform”). Szkoda trochę, że potencjał zaginął gdzieś po drodze i ładunek energetyczny znany z debiutu przekształcił się w coś zupełnie innego, bo album jest dobry, ale czuję, że mógł być zdecydowanie lepszy.

Może nie jestem obiektywny, bo chyba tęsknię za tym mariażem indie rocka z tradycją polskiej muzyki gitarowej (Lady Pank?). Wiem, że krytycy rozpływają się nad modnym podejściem do muzyki, ale czy muzyka musi być modna, żeby była traktowana poważnie? W przypadku “Uniformu”  wciąż nie mamy do czynienia z wielce oryginalnym tworem, bo muzycy spojrzeli w innym kierunku niż dotychczas, ale ma się wrażenie, że ciągle szukają swojego języka. Nie ma sensu zanadto się zagłębiać, bo jestem przekonany, że dla wielu to jest świetna płyta, która ma szansę stać się dla zespołu nowym otwarciem. Tylko pytanie brzmi, czy dla fanów alternatywy nie jest to zbyt popowe, a dla przeciętnego słuchacza zbyt alternatywne, bo stanie w rozkroku zbyt długo jeszcze nikomu na dobre nie wyszło.

Kuba Serafin