Nerwowe Wakacje – “Polish Rock”

nerwowe-wakacje.jpg Nerwowe Wakacje – “Polish Rock”
Wytwórnia Krajowa/2011

Ale o co tyle hałasu?

“Polish Rock” z miejsca, jeszcze przed premierą, został okrzyknięty jedną z najważniejszych polskich płyt ostatnich lat. I w ogóle w historii rodzimej muzyki. Wreszcie jest zespół, który tworzy piosenki niebojące się lokalności o odwołań do Skaldów, Czerwonych Gitar, Lady Pank, Perfectu. Idealna nostalgia za dawno utraconym dzieciństwem… Minęły dwa tygodnie od premiery, zgodnie z oczekiwaniami “Polish Rock” zbiera same entuzjastyczne recenzje. A ja mam z tą płytą problem. A raczej z jej dziejowością. Zupełnie jej nie czuję.

Nie, nie chodzi o to, że uważam debiut Nerwowych Wakacji za płytę złą. Wręcz przeciwnie. Jest bardzo dobra, bardzo melodyjna i pełna tej nostalgii za latami młodości i ostatnimi latami PRL-u, co tylko potęguje bardzo stylowo wydany krążek. W tekstach pojawia się Pan Samochodzik, ikona tamtych czasów i jeden z idoli dzieciństwa wielu. W tym mnie. Muzycznie też jest mnóstwo odniesień do przeszłości. Początek “Superman jest dead” bardzo przypomina mi “Nie wierz nigdy kobiecie” Budki Suflera, co chwilę słychać Perfect i Lady Pank. Manaam też. Czerwone Gitary i big beat również. Historia polskiego rocka w pigułce. Może służyć za bryk dla obcokrajowców chcących poznać nadwiślańską odmianę gitarowego grania.

Nerwowe Wakacje nie są jedynym, ani pierwszym zespołem, który w swoją muzykę wplata takie wpływy i odniesienia. Wystarczy wspomnieć Muzykę Końca Lata czy Stan Miłości i Zaufania, by ograniczyć się tylko do Warszawy i okolic. Fakt, Nerwowe Wakacje to pierwsza taka ekipa złożona wyłącznie z “niezalowych” muzyków. Może to powód do dziejowości? Chyba nie, przynajmniej nie dla mnie.

Dziejowość najpełniej powinna się objawiać nie tyle w nowatorstwie (prawdziwym lub rzekomym), ale po prostu w piosenkach. I tu Nerwowe Wakacje również dają mi ciężki orzech do zgryzienia. Z jednej strony są piosenki genialne, jak “Pan Samochodzik” czy “Dangerous”, które już teraz mogą się zapisać w historii polskiej muzyki rozrywkowej, a z drugiej trafiają się takie koszmarki jak “Wpół drogi”, piosenka nijaka, zbyt ckliwa, bym mógł ją polubić. Nie przekonują mnie też wszystkie zabiegi brzmieniowe. Syntezatory w “Greku” i płaskie brzmienie perkusji na całej płycie przyprawia mnie o ból zębów. Wielka szkoda, że potraktowali też tak “Pana Samochodzika”, ale to jest tak dobra piosenka, że obroni się w każdej sytuacji. Niektóre momenty “Gigi chce pójść tam gdzie ja” przywołują najgorsze oblicze lat 80. Nie wychowywałem się w tamtych latach i taka estetyka jest mi zupełnie obca, mam na nią alergię. Teksty, podobnie jak u Much balansują na cienkiej granicy grafomanii.

“Polish Rock” to płyta po prostu dobra, nie jakaś słaba czy wybitna. Pojawiające się tu i tam porównania do “Miłości w czasach popkultury” są zdecydowanie na wyrost. Na dziejowość trzeba poczekać. Przynajmniej do następnego albumu NW.

Michał Wieczorek