New Canyons – “Everyone Is Dark”

New Canyons – “Everyone Is Dark”
BLVD Records/2013

Płyta, która dowodzi malkontentom, że w muzyce nie nagrano jeszcze wszystkiego.

Elektronika to z pozoru przeciwstawny nurt dla gitar i garażowego hałasu. Stereotyp mówi, że zadeklarowani zwolennicy tanecznych brzmień gardzą muzyką rockmanów w skórach czy wytartych dżinsach. Ale w XXI wieku te dwa zgoła odmienne nurty, tak jak i gusta melomanów, coraz bardziej przenikają się, ewoluuje też sama muzyka, która nie zna barier i zaszufladkowań. Częsta dziś w użyciu etykieta dance-punk, w kontekście Hot Chip czy Klaxons stosowana na wyrost, o tyle przypadku grup bazujących na transie (Chk Chk Chk) i math-rocku (Battles) wydaje się być bardziej uzasadniona. Grupy te prócz żywego instrumentarium, posiłkują się przecież niezliczonymi warstwami klawiszy.

Pogodzić muzykę gitarową z elektroniką nie jest trudno, o czym przekonują muzycy niezależnej sceny z Chicago – duet New Canyons. Nie jest to kolejna grupa po Tortoise i Salaryman, pionierów syntetycznego postrocka, nie jest to też typowy zespół coldwave’owy odwołujący się tylko do postpunkowych brzmień lat 80. New Canyons na właśnie wydanym albumie “Everyone Is Dark” osiągnęli doskonałą harmonię pośrodku tych brzmień, jednocześnie kładąc duży nacisk na erę new romantic. Potwierdzają to inspiracje muzyków, gdzie obok grup jak The Chameleons i Slowdive widnieje Depeche Mode czy Ulrich Schnauss.

Adam Stilson jako założyciel grupy pierwotnie komponował sam, będąc jednym z wielu anonimowych muzyków lokalnej sceny elektronicznej. W 2010 roku wydał EP-kę New Canyons nakładem Vade Retro Records, która nie zwróciła jednak większej uwagi wśród krytyków i słuchaczy. Dopiero gdy grupę zasilił gitarzysta Andrew Marrah, muzyka New Canyons nabrała nowego wymiaru, stając się (dziś w kontekście nowej płyty) synonimem świeżości i elegancji. To właśnie inspirujące brzmienie cechuje najczęściej rozpowszechniany w sieci utwór “Pitch Black”, który łączy shoegaze i postpunk z new wavem i erą new romantic. Na płycie jest duża dawka elektroniki, za którą podążają ściany gitar i psychodeliczne riffy, jak w “Low Lands” czy “End Colors” – jednocześnie najbardziej tanecznych utworach na płycie.

Cały album spaja własny, unikalny nastrój, który dowodzi niezwykły talent muzyków. Nie ma tu niepotrzebnego chaosu, tzw. “dopełniaczy”, każdy numer dodaje coś od siebie nawzajem uzupełniając się. Całość zamyka “Everyone Is Dark”, który wydaje się być najbardziej inspirujący i jednocześnie, jak na tytułowy utwór przystało, może posłużyć za doskonały trailer płyty. Płyty, która dowodzi malkontentom, że w muzyce nie nagrano jeszcze wszystkiego. Za to wciąż warto czekać na nowych, dojrzałych twórców.

Mateusz Cudo