New Order – “Music Complete”

New Order – “Music Complete”
Mute/2015

Stare, dobre (choć nie świetne) New Order.

Nagrywanie nowych piosenek po niemal dekadzie przerwy i to bez jednego z najważniejszych członków zespołu nie zapowiadało niczego dobrego. New Order pozbawieni niejako swojego dotychczasowego “mózgu”, Petera Hooka, postanowili zaryzykować. Można było zadać sobie pytanie: po co? Rozwiązania tej zagadki w zasadzie były tylko dwa. Mogło się okazać, że przez te lata w głowach nagromadziło się tyle pomysłów, iż nie było innej opcji jak tylko dać im ujście, czy też w wieku bardzo dojrzałym pojawiła się potrzeba powrotu do tego, co najpiękniejsze przydarzyło się w życiu. Nie mniej prawdopodobne było jednak to, że chodziło o podreperowanie stanu konta i tym samym odnalezienie kolejnego pretekstu przed ruszeniem w trasę po letnich festiwalach. W obliczu tych okoliczności można było zadawać sobie też pytanie, czy New Order sięgną po sprawdzone patenty, czy też będą chcieli nieco poeksperymentować. Postawili zdecydowanie na to pierwsze rozwiązanie i nie ma co dyskutować z powtarzaną wielokrotnie opinią, że “Music Complete” nie tylko nawiązuje stylistycznie do “Technique”, ale jest także najlepszą płytą zespołu od jej wydania. Warto jednak dodać, że biorąc pod uwagę to, co publikowali w międzyczasie, tego typu dokonanie nie było wyjątkowo ciężkim zadaniem.

Od pierwszych sekund “Music Complete” doskonale wiadomo z jakim zespołem mamy do czynienia. Zastępujący Petera Hooka Tom Chapman, na złość wielu osobom, podołał zadaniu. Gdyby szukać najodpowiedniejszego przymiotnika charakteryzującego album wydaje się, że “ciekawy” najbardziej tu pasuje. Ekstazy w czasie słuchania dość trudno doświadczyć, ale nie pojawia się też potrzeba poszukania sobie innych zajęć. New Order balansują na granicy elektroniki i gitarowego grania, czasami ocierając się o przebojowość, ale, niestety, też i nudę. Strategia zaproszenia do nagrań gości, przede wszystkim La Roux i Brandona Flowersa, miała na celu dodanie czegoś ekstra, bo trudno twierdzić, że chodziło o przyciągnięcie uwagi słuchaczy, którym nazwa New Order tylko obiła się o uszy lub była całkowicie anonimowa. Ich obecność w zasadzie nie przykuwa nadmiernej uwagi i wpasowuje się w klimat, co w sumie można odbierać jako plus. Nieco inaczej przedstawia się rzecz z gościnnym udziałem Iggy’ego Popa w “Stray Dog”, bo też utwór ten jest jakby z innej bajki, niespecjalnie interesującej. Symbolicznego znaczenia nabiera natomiast pojawienie się w charakterze producenta Toma Rowlandsa z The Chemical Brothers, dla którego New Order było przecież kiedyś inspiracją.

O zawodzie mówić nie można. Na “Music Complete” nie sposób wprawdzie usłyszeć piosenki, która dorastałaby do pięt największym przebojom New Order, trudno też wskazać takie, które mogłyby się znaleźć na składance z hitami zespołu. W kilku przypadkach zarzutem może być fakt, iż zespół decyduje się na nadmierne dłużyzny (“Plastic”). Czasami można wręcz odnieść wrażenie, że ktoś tu coveruje New Order (“Tutti Frutti”). Nie zmienia to jednak faktu, że zespół raczej spełnił oczekiwania, zwłaszcza, że to rozczarowanie wydawało się dość spodziewaną reakcją. Ideałowi, jaki wyznaczyli sobie przed laty są niekiedy bliżej (“Singularity”), ale i dalej (“People on the High Line”). Łatwo w rezultacie o entuzjastyczny odbiór (“Nothing But a Fool”), ale też i pewną frustrację (“Stray Dog”).

“Music Complete” to płyta, która może przekonać do siebie przede wszystkim starych fanów i stanowić dla nich sentymentalną podróż. Peter Hook może z jednej strony zazdrościć, ale z drugiej spać spokojnie, za jego czasów New Order nagrywali lepsze utwory.

Michał Stępniak