Nežni Dalibor – “Nežni Dalibor”

Nežni Dalibor – “Nežni Dalibor”
wyd. własne/2013

Trudno o album bardziej nieprzewidywalny, którego słuchanie przypomina wycieczkę do wesołego miasteczka.

A atrakcji tu wiele. Płytę rozpoczyna singlowy utwór “Dzieci” (“Deca”), od mocnego uderzenia psychodelią gitar. Jest to kipiąca od pomysłów pięciominutowa jakby-solówka, której atmosfery dopełniają transowy bas i z rzadka klawisze. Serbowie od razu przechodzą do sedna sprawy, bez wprowadzeń czy przerywników. Nawałnica trwa dalej na mocno postpunkowym “Jeszcze jedna gra” (“Neka nova igra”). Zwalniają na chwilę przy rockowej balladzie “Ścigam słońce” (“Jurim sunce”), która jest jednocześnie najlepszą jaką kiedykolwiek nagrali. Ale odpoczynek nie trwa zbyt długo. “Niektórzy wolą, żebyś tak mówił” (“Neke će ti reći to”) to kolejna jazda bez trzymanki, mimo pozornego początku. Kończy zdwojoną siłą melodii, która powinna przekonać nawet malkontentów nie znających serbskiego.

“Każdy dobry” (“Svako dobro”) przypaść do gustu powinien każdemu miłośnikowi sceny grunge’owej i garażowych wariacji od Nirvany, Dinosaur Jr., po Husker Du i dzisiejsze No Age czy Male Bonding. I tu kolejna niespodzianka. Gdy wydaje się, że muzycy ostatecznie zdefiniowali nastrój płyty, otrzymujemy zwrot w stronę elektroniki. Obok mocno sielankowego utworu “Vluz” kolejnym jest “Czy będę kiedyś” (“Da li ću ikad”), który odziedziczył klawisze i transowość po grupie Stereolab. Jest i on psychodeliczny, ale w zupełnie innej stylistyce. Dopiero zakończenie płyty powraca na wcześniej obrane tory. Przesiąknięte jest też alienacją i zimną falą. Na pewno nie chodzi tu o prawdziwą miłość, jak sugerowałby tytuł. Raczej o miłość psychodeliczną, pełną zakrętów i niezrozumienia.

Co do tego ostatniego – miejmy nadzieję, że w odbiorze płyty będzie go jak najmniej. Nie zrozumieć  tak wyjątkowej twórczości to tak, jak przegapić pierwszy i jedyny koncert jakiegoś zespołu na Off Festiwalu. Z tą jednak różnicą – trzecia płyta muzyków z Belgradu jest dostępna w sieci, dla każdego i za darmo.

Mateusz Cudo