Niki & The Dove – “Instinct”

Niki & The Dove – “Instinct”
Sub Pop/Mercury/2012

Niesamowita alternatywa dla popu!

Na początku podchodziłam do tego duetu bardzo niechętnie. Dziwne brzmienie, dziwne połączenia różnych gatunków, dziwnie charyzmatyczny głos wokalistki. Wszystko to było bardzo niepokojące i wątpliwe. Dopiero po pewnym czasie zaczęłam odkrywać kolejne single i wszystko uległo zmianie. Nagle ich muzyka stała się niezwykle innowacyjna, nieprzewidywalna, wręcz intrygująca. Dwójka przyjaciół osiągnęła na swoim albumie idealną równowagę pomiędzy euforią a niepokojem.

Niki & The Dove długo oswajali nas z “Instinct”. Minęły ponad dwa lata od wypuszczenia ich pierwszego utworu “DJ, Ease My Mind“, który również znalazł się na płycie. Ich kolejne utwory “The Fox” i “The Gentle Roar” zaczęły utwierdzać mnie w przekonaniu, że nie jest to kolejny zespół, który nie wie, co robi. Wszystkie ich kawałki zaczęły tworzyć pewną całość, która dopełniała się przy wydaniu EP-ki “The Drummer” w październiku 2011. Szwedzki duet małymi krokami przyzwyczajał nas do swojego spojrzenia na muzykę, żeby po wielu miesiącach oczekiwania usłyszeć ich debiutancki longplay.

Okładka jest adekwatna do zawartości płyty. W środku jest tak samo kolorowo i baśniowo, a do tego bardzo eklektycznie. Na płycie usłyszeć można połączenia magicznego synth popu z czymś na kształt folku, a także disco z lekko mrocznym ambientem, zahaczając o pewną mistyczność. W świat Malin i Gustafa wprowadza nas jeden z singli – “Tomorrow”. “Somebody” jest idealny na parkiet, natomiast “Last Night” to zdecydowanie łagodniejszy numer. Najlepszym utworem jest “Love to the Test”, który przesiąknięty został dźwiękami z lat 80., podobnie jak “In Our Eyes”. Największym popisem wokalnym Malin Dahlstrom jest “Mother Protect“, który robi olbrzymie wrażenie w wersji live. Tak świetny kolaż syntezatorowych dźwięków hipnotyzuje. Obawiałam się, że połączenie tych wszystkich singli, kawałków z EP-ki i kilku nowych tracków może nie tworzyć spójnej całości na płycie. Okazało się jednak, że wszystko znakomicie do siebie pasuje. Każdy utwór ma w sobie coś niezwykłego, szkoda tylko, że niemal wszystko znaliśmy już wcześniej. Nie zostałam zaskoczona niczym świeżym.

Mam nadzieję, że niedługo doczekamy się kompletnie innego materiału, bo w zasadzie mamy teraz do czynienia z odgrzewanymi kotletami (ale jakże pysznymi!). W muzyce Niki & The Dove można się zakochać lub ją znienawidzić – na pewno nie da się przejść obok niej obojętnie. Jeśli ktoś ich nie zna, to ma spore zaległości, które musi jak najszybciej nadrobić chociażby po to, żeby powiedzieć, że to zbyt słodkie i wcale nie takie oryginalne.

Ewelina Malinowska